Nie płakałem po przejściu podziemnym na Świdnickiej

Zasypują dziurę, schody zwężają, sztukę będą tam eksponować, na jezdni zebrę malują i światła dla pieszych montują, chcą jeszcze fantomy budynków stawiać i je podświetlać. A pokolenie komentatorów internetowych lamentuje od zmierzchu do świtu, że bez sensu, że przejście było kultowe, że znów utrudnia się życie kierowcom. A ja pytam – ale co to za życie?

Odkąd pamiętam dziwiło mnie, że muszę schodzić do jakiegoś lochu, by przejść spokojnie przez Stare Miasto. Jako młody chłopak pytałem się mamy „dlaczego”, a ona na to – kiedyś to przejście zasypią, kiedyś przywrócą ulicy Świdnickiej należną jej ciągłość. Pracowała wówczas w Wojewódzkim Biurze Planowania Przestrzennego przy placu Nowy Targ. Ranga Świdnickiej nie była wtedy problemem – dopiero co otwierano „Solpol”, a w „Babeczce” od dawna serwowano pyszne desery i niezłą na tamte czasy kawę. Bawełniane dresy „Puma” ze sklepu Adidasa były super wygodne i na Ołbinie prestiż.

Jako nastolatek w świecie bez Internetu i telefonów komórkowych, nie znając jeszcze słowa dizajn, śmiałem się w duchu z projektanta tych schodów i jego braku zielonego pojęcia o ergonomii i zasadach ludzkiej motoryki. Dobrze ilustrował to wszystko nisko wiszący nad głową sufit, a smród kiepskich tostów, do których nigdy nie ustawiała się kolejka, dopełniał ten obraz nędzy i rozpaczy – istotę Przejścia Świdnickiego. Niedaleki Bar „Witek” przy ul. Wita Stwosza od lat święcił triumfy i do niego należała palma pierwszeństwa w tostowym świecie polskiego fast-foodu od wczesnych lat 80.

Dla wielu ludzi jednak coś takiego jak Przejście Świdnickie to właśnie są rzeczy kultowe – a miejsca patologiczne często bywają magiczne.

Ruiny, opuszczone domy, niebezpieczne bunkry… takie obiekty zawsze kuszą i uwodzą wyobraźnię. Legendarna knysza na śmierdzącym i lepkim od majonezu Dworcu Głównym z lat 90. też była na swój sposób kultowa i nie wiadomo czy bardziej, czy mniej od dawnej budki z wyśmienitymi rurkami z bitą śmietaną naprzeciwko DS „Dwudziestolatka”.

Na pewno nie są jednak kultowe sznury cuchnących aut na ulicy Kazimierza Wielkiego, dumnie zwanej naszą wrocławską trasą W-Z, tak jakby posiadanie wielopasmowej trasy przez Stare Miasto nobilitowało ją i to rozdarte miasto zarazem. Nie jest kultowa mentalna wyrwa pojawiająca się podczas spaceru w osi północ-południe i dzieląca tkankę Wrocławia na tę z okolic Rynku i tę z okolic placu Teatralnego.

Można wylewać tony „hejtu” na pieszych i rowerzystów, na korki i brak alternatyw w postaci sprawnej komunikacji zbiorowej, ale nie można  obronić tak nasilonego ruchu samochodowego w centrum oświeconego i nowoczesnego miasta, chyba że te komplementy nie należą się Wrocławiowi.

Likwidacją Przejścia Świdnickiego nie zabiera się mieszkańcom przestrzeni czy ograbia miasta z legendarnego miejsca. Rzuca się je jak fajki. Czyniąc to – leczy się jego tkankę, zaszywa rany i usuwa patologie z jego ogólnodostępnej codzienności. Brońmy tego, co na powierzchni, tego co ludzkie i nie jest nam obce, nieba błękitnego nad nami.

Każde zejście człowieka do podziemi – jeśli nie jest umotywowane ciężką pracą, metrem, bunkrem, piwnicą z winami czy np. speleologiczną potrzebą poznawczą – będzie szczurzym aspektem jego egzystencji, ucieczką i słabością wobec przestrzeni publicznej. Cieszę się, że moje marzenia sprzed ćwierćwiecza nabierają realnych i ludzkich kształtów.

To nie jest reklama

mv81-001

Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.
Fotografie w artykule: Wojciech Prastowski

 

Wojtek Prastowski

Wrocławianin, kulturoznawca, miejski aktywista i miłośnik architektury. Związany z TUMW od 2008 roku, autor ponad 200 artykułów o ukochanym mieście w ramach cyklu „Odkrywamy Wrocław”. Interesuje się estetyką miast, projektowaniem grafiki oraz renowacją powojennych mebli.

2 thoughts on “Nie płakałem po przejściu podziemnym na Świdnickiej

  • 18 lutego 2016 at 13:21
    Permalink

    większego rozmiaru czcionki/fontu się nie dało? :-)

    • 19 lutego 2016 at 13:59
      Permalink

      Już poprawione. Przy zmianie templatki WordPress pare wpisów się posypało.

Comments are closed.