Polemika ws. niewpisania do rejestru zabytków budynku przy Popielskiego 6

Poniższy tekst jest polemiką z decyzją Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (wydaną w oparciu o opinię Narodowego Instytutu Dziedzictwa oddział terenowy we Wrocławiu) o niewpisaniu do rejestru zabytków budynku przy ul. Popielskiego 6 we Wrocławiu.

Budynek przy ul. Popielskiego 6 to jedyna przykuwająca wzrok budowla pomiędzy Księżem Małym a Brochowem. Powstał prawdopodobnie na przełomie lat 20. i 30. XX w., a za jego pierwotne przeznaczenie podaje się produkcję żywności lub działającą pod przykryciem niemiecką służbę wywiadu (Abwehrę), która w tym mało uczęszczanym zakątku miała mieć swój ośrodek. Za tą drugą wersją przemawia przedwojenna fotografia ukazująca dziedziniec z masztem i powiewającą flagą państwową a także obecność na działce podziemnego schronu przeciwlotniczego. Powojenne losy budynku są równie zagadkowe. Początkowo miały tu stacjonować wojska radzieckie (co potwierdzałoby wątek służb – Rosjan bardzo interesowały tego typu nieruchomości, z tych czasów pozostał też napis cyrylicą na elewacji), następnie zakład trudniący się kiszeniem kapusty (przez miejscowych budynek jest nazywany „kwaszarnią” oraz „kapuściarnią”) – na pobliskim, obecnie zasypanym stawie miano widzieć na wodzie beczki kapusty uwiązane do pomostu. Później w budynku miały się znajdować szkoła (mieszkania nauczycieli na poddaszu) i finalnie noclegownia dla bezdomnych. W 2005 r. budynek został porzucony i przez dekadę miasto próbowało go sprzedać. Przez ten okres obiekt uległ znacznej dewastacji: został uszkodzony (wycięto stalowe belki nadproży okien po zewnętrznej stronie murów), podpalony (Gmina Wrocław objęła go w efekcie całodobową ochroną) a wielka dziura w dachu, która pojawiła się latem ubiegłego roku, spowodowała zawalenie się części stropów i konstrukcji dachu (na skutek wlewającej się do wnętrza wody). Obecnie okna dolnych kondygnacji są zamurowane a do ściany przykręcono tabliczkę informującą o przeznaczeniu budynku do rozbiórki.

Budynek średniej wielkości w stylu modernistycznym z elementami ekspresjonizmu północnoniemieckiego w głównej części stanowi wydłużony prostopadłościan nakryty wielospadowym dachem (krytym dachówką) z dużym okapem podbitym deskami. 3-kondygnacyjna, dynamiczna bryła z elewacjami z czerwonej cegły i pasami tynku, posiada szeregi okien o różnej wielkości. Od strony południowej 2-kondygnacyjna dobudowa z zadaszoną werandą i tarasem na dachu (z murowaną balustradą). Od strony zachodniej dwa parterowe skrzydła z pomieszczeniami gospodarczymi (m.in. stajnia i kotłownia z masywnym kominem – ta ostatnia wyburzona razem ze skrzydłem południowym) niegdyś formujące razem z głównym budynkiem (prawdopodobnie biura) prostokątny dziedziniec. Wejście główne w osi symetrii elewacji frontowej, zaakcentowanej murowaną nadbudową (z obu stron dachu). Do wejścia od strony ulicy (na półpiętrze, pomiędzy przyziemiem a parterem), obramionego rzędami cegieł wmurowanych ukośnie (tworzących portal ze zwornikiem), prowadzą dwa biegi schodów. Duże okna werandy w dobudowie rozdzielone ceglanymi pilastrami powtarzającymi w rzucie rytm trójkątów – typowy dla ekspresjonizmu detal, występujący także we fryzach obiegających budynek. Od strony dziedzińca monumentalny ryzalit klatki schodowej z betonowymi filarkami międzyokiennymi. Wewnątrz żelbetowe schody ze znacznym prześwitem między biegami, wąskie korytarze prowadzą do pomieszczeń różnej wielkości (w jednym z nich zachowane malowidła na suficie). Strop nad piętrem i konstrukcja dachu drewniane. Ten program architektoniczny został w opinii Narodowego Instytutu Dziedzictwa (NID) podsumowany jako „skromny” a sam budynek jako „typowy przykład budynku pełniącego funkcje usługowe czy administracyjne o cechach architektury modernistycznej, wzniesionego ok. 1930 r.” Pamiętając o cechach samego modernizmu jak i jego ekspresjonistycznej odmiany (wywodzącej się z inspirowanych gotykiem poszukiwań formalnych 2. i 3. dekady XX w.) doprawdy trudno zrozumieć, dlaczego tylko „o cechach” oraz dlaczego „skromny” (budynek ma raczej skomplikowany układ i detal o wyraźnej stylistyce). Czyżby historycy sztuki z NID oczekiwali od budynku z lat 20-30 figur amorków nad wejściem?

W opracowaniu NID budynek został porównany do dawnej farbiarni przy ul. Krakowskiej (choć z tego samego okresu to jednak niezbyt podobna) oraz, dość niesprawiedliwie, do zabudowań straży pożarnej przy ul. Borowskiej (ceglane budynki z 1937 r., z szeregami okien i ze spadzistymi dachami) a także do budynków znajdujących się w Legnicy (budynek mieszkalny, obecna Komenda Policji przy ul. Asnyka, poczta, obecnie hotel przy ul. Gliwickiej, domy mieszkalne przy ul. Artyleryjskiej i Marynarskiej). Zwłaszcza to drugie porównanie musi budzić sprzeciw: to, że w innym mieście w tym samym okresie pobudowano podobne obiekty nie może być odbierane jako argument przeciwko wartości architektonicznej budynku przy ul. Popielskiego. Podobnie jak fakt istnienia renesansowego zamku w Brzegu Opolskim nie może być uznany za argument podważający oryginalność zamku wawelskiego. W słynnej polskiej komedii z lat 80. pt. „Miś” jest scena, gdzie osoby wchodzące na taras lotniska Okęcie wita tabliczka: „taras widokowy nieczynny, najbliższy czynny taras widokowy we Wrocławiu”. Wnioskodawcy składali wniosek o wpis do rejestru zabytków miasta Wrocławia i nie można się zgodzić z groteskową argumentacją odsyłającą miłośników modernizmu i ekspresjonizmu do odległej o 75 km Legnicy.

ul. Artyleryjska w Legnicy
ul. Artyleryjska w Legnicy, budynki mieszkalne; źródło: Google street view

W tym samym zdaniu napisano „(…) obiekty użyteczności publicznej Wrocławia cechuje z reguły większa skala i monumentalizm”. Trudno temu rozumowaniu odmówić logiki. Owszem, pełniące określone funkcje budynki w centrum wielkiego miasta są „z reguły” większe od tych zlokalizowanych na jego peryferiach. A skoro większa jest ich skala, to także i większe wrażenie monumentalizmu w modernistycznych obiektach (np. podobne stylistycznie do budynku przy ul. Popielskiego, ekspresjonistyczne gmachy dawnego Prezydium Policji przy Podwalu, Urzędu Poczty przy ul. Krasińskiego oraz szkoły na osiedlu Sępolno). Trudno te fakty obrócić jednak na niekorzyść omawianego budynku. Analogicznie można wypowiedzieć banalną tezę, iż gotyckie kościoły na obrzeżach miasta, niegdyś kościoły wiejskie, mają mniejsze rozmiary i mniejszy monumentalizm od bazylik i katedry w obrębie dawnych murów Wrocławia. Jaka jest zatem wartość poznawcza takich stwierdzeń dla oceny walorów architektonicznych obiektu?

ul. Gliwicka w Legnicy, hotel, dawna poczta; źródło: http://foto.noclegi.pl/big/57972.jpg
ul. Gliwicka w Legnicy, hotel, dawna poczta; źródło: http://foto.noclegi.pl/big/57972.jpg

W dalszej części uzasadnienia czytamy: [budynek] „jest przykładem skromnego, utylitarnego i funkcjonalnego budownictwa miejscowości podwrocławskiej (…)”. Przyjrzyjmy się użytym tu określeniom mającym w założeniu dyskredytować wartość obiektu. Przymiotnik „skromny” może mieć charakter pejoratywny, jeśli oceniamy bogactwo rozwiązań architektury, ale jest przecież także potwierdzeniem jednej z jej cnót – dostosowaniem formy do funkcji (ekonomika rozwiązań, racjonalność, unikanie zbędnej przesady). Także „utylitarny” to w języku polskim synonim takich słów jak praktyczny, pożyteczny, przydatny, czyli znowu odnosi się do architektury dobrze służącej swym użytkownikom i otoczeniu. Kolejne określenie, „funkcjonalny”, oznacza tylko tyle, że obiekt jest łatwy do eksploatacji i ma dobrze rozwiązany układ przestrzenny. Są to typowe cechy architektury modernistycznej okresu międzywojennego (której przykładem jest także budynek przy ul. Popielskiego), a warto wspomnieć, że jeden z jej nurtów (dotyczący głównie architektury przemysłowej) w literaturze naukowej nazywany jest „funkcjonalizmem lat 30.” Rozprawmy się teraz z ostatnim członem przywołanego opisu – „budownictwem miejscowości podwrocławskiej”. Już samo słowo „budownictwo” ma sugerować, że omawiany obiekt nie jest przykładem architektury a budownictwa właśnie. Także „miejscowość podwrocławska” naprowadza na jakiś gorszy sort budynków, zaniżone standardy, prowincjonalizm rozwiązań, przestrzeń obsługiwaną przez architektów drugiej kategorii. I znów jesteśmy wprowadzani w błąd. Bo choć faktycznie działka przy ul. Popielskiego w momencie budowy obiektu znajdowała się poza granicami Wrocławia (przynależąc do miasteczka Brochów), to jednak przyległa do niej ulica nie przypadkowo nosiła wówczas nazwę Grenz Str. (ul. Graniczna), gdyż jak pokazuje mapa z 1939 r. jej bieg pokrywał się z granicą miasta. Także sam Brochów trudno uznać za prowincjonalną miejscowość – było to raczej eleganckie miasteczko pełne rezydencji, w którego centrum do dziś znajdują się neorenesansowy ratusz, neoromański kościół (oba to dzieła berlińskich architektów), neogotycka szkoła i historyzująca wieża ciśnień, które swą architekturą w niczym nie ustępują ich wrocławskim odpowiednikom i mogłyby stać w dowolnej dzielnicy miasta. Owszem, na Brochowie znajdowało się osiedle kolejowych familoków przy wielkiej stacji rozrządowej, ale także barokowy pałac z obszernym ogrodem zmienionym w park. Dodatkowo w latach 20. rozpoczęto wznoszenie osiedla niskiej zabudowy, w typie zielonych (tzw. satelitarnych) osiedli Wrocławia. W przypadku przedwojennego Brochowa mamy zatem do czynienia z aglomeracją wrocławską a nie z końcem świata.

Asnyka, budynek Policji, Legnica
ul. Asnyka, Komenda Policji, dawniej budynek mieszkalny, Legnica; źródło: http://lca.pl/image.php?id=7563&size=1

W ostatniej części opinii NID przywołano, zgodnie z prawdą, fatalny stan budynku oraz znaczne koszty wiążące się z jego ewentualnym remontem. I znowu nie można się zgodzić z posłużeniem się tego typu argumentem do oceny wartości zabytkowych obiektu. Bo od kiedy to stan zachowania decyduje o wartości zabytku? Art. 6 ustawy o ochronie zabytków w punkcie 1. brzmi: „Ochronie i opiece podlegają, bez względu na stan zachowania: 1) zabytki nieruchome będące (…) dziełami architektury i budownictwa”. Czy z rejestru zabytków wykreślone zostały ruiny średniowiecznych zamków? Czy zniknęły z nich porzucone od wojny, podniszczone kościoły? Czy samotnie stojąca ściana gotyckiego kościoła w Trzęsaczu pozbawiona jest wartości historycznej i zabytkowej?

Opinia NID wywołuje wrażenie, jakby była pisana pod z góry założoną tezę. Uprzednio ta sama instytucja zaopiniowała negatywnie wpis do rejestru zabytków 6 stojących w rzędzie kamienic przy ul. Pułaskiego we Wrocławiu (przeznaczonych przez miasto do rozbiórki) powołując się na opracowanie z połowy lat 80. (operujące charakterystycznym dla epoki słusznie minionej językiem dezawuującym niemieckie „szablonowe budownictwo” z XIX w.), choć do dyspozycji był dokument z 2005 r. traktujący o wpisie do rejestru zabytków całej historycznej zabudowy Przedmieścia Oławskiego, podkreślający indywidualne cechy tego zespołu oraz jego rolę jako pomnika XIX-wiecznej europejskiej metropolii. W badaniach naukowych obowiązuje zasada korzystania z aktualnego stanu wiedzy. Ta historia to także dowód na to, jak na przestrzeni dwóch dekad można w skrajnie odmienny sposób opisać tę samą rzeczywistość.

W całej tej historii można mieć do Gminy Wrocław następujące pytanie: dlaczego budynek w niezbyt atrakcyjnej lokalizacji (któremu przez dekadę pozwolono niszczeć, nie zabezpieczając nawet dziury w dachu za pomocą folii, jak to zrobiono w dawnej willi Kellinga przy ul. Krakowskiej, której dach spłonął w ubiegłym roku) wystawiano na sprzedaż za kwotę kilku milionów złotych (każdy kolejny przetarg miał obniżaną cenę, ostatni, z maja 2015 r., z ceną 2,4 mln zł), choć nigdy nie zgłosił się żaden zainteresowany? Czy miasto zamierzało jeszcze na tym zarobić? Czy nie lepiej było wystawić budynek za symboliczną złotówkę, tak by zachęcić ewentualnego nabywcę, który i tak musiałby włożyć znaczny koszt w remont (dziś już właściwie można mówić o odbudowie)? Przecież budynek przywrócony do użytkowania generowałby dla miasta same zyski: ludzie znaleźliby w nim zatrudnienie, zużywano by miejskie media, odprowadzano by podatek gruntowy. Nie wspominając już o zachowaniu dla dziedzictwa kulturowego Wrocławia pięknego budynku. A tak będziemy mieli rozbiórkę na koszt miasta.

Można było oczekiwać, że DWKZ wyrazi negatywną opinię odnośnie wpisu do rejestru omawianego budynku. Był to jednak jedyny sposób, aby społeczeństwo reprezentowane przez organizacje pozarządowe upomniało się o dziedzictwo kulturowe tego miasta, o prawo do zabytku i wartościowej architektury, o odwrócenie losu dla obiektu porzuconego przez Gminę Wrocław i w konsekwencji zupełnie zdewastowanego. Gdyby nie fatalny stan budynku oraz informacje o czekającej go rozbiórce działania takie pewnie nigdy nie zostałyby podjęte. Z poczucia elementarnej sprawiedliwości grupa ludzi poświęciła swój czas na ratowanie obiektu poprzez wnioskowanie o decyzję administracyjną w urzędzie powołanym do ochrony dziedzictwa kulturowego i do dbania o niszczejących świadków minionych epok. Strona społeczna zrobiła swoje. Pytanie, czy to samo mogą o sobie powiedzieć urzędnicy ze służb konserwatorskich. Pytanie, czy swą odmowną decyzją przysłużyli się dziedzictwu kulturowemu i bogactwu tego miasta. Jedyną korzyścią z całej tej historii jest fakt, że odpowiednie służby zostały o sprawie zawczasu zawiadomione, musiały się do niej ustosunkować i zawyrokować z pełną świadomością, iż decydują o życiu lub śmierci dla tego obiektu, jako jedyna instytucja mająca prawo, by jego zły los odwrócić. Nie będzie zatem rozbiórki po cichu. Nie będzie udawanego bądź nie zaskoczenia, jak to już nieraz miało miejsce w przeszłości, gdy równano z ziemią dawną rzeźnię miejską przy ul. Legnickiej, wozownię przy ul. Orlej, unikatowy schron przy Dworcu Głównym czy schron piechoty przy ul. Grabiszyńskiej. Tym razem śmierć nadejdzie w blasku dnia.

O decyzji DWKZ i opinii NIDu pisaliśmy 19-go stycznia. Pod tym linkiem można też znaleźć oryginał pisma z NID.
Nasz wniosek do DWKZ o wpis budynku przy Popielskiego 6 do rejestru zabytków możecie zobaczyć tutaj.

***
Licencja Creative Commons Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.