Komunikacja

Aleksander Obłąk: Działaliśmy dla transportu, dla rowerów, dla miasta, dla naszych dzieci

Projekt “Dolnośląskie Archiwum Ruchów Społecznych” Stowarzyszenia Nowoczesnej Edukacji Prawnej Oddziału Poradnictwa Prawnego w Trzebnicy dofinansowany z Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030 r., konkurs NOWEFIO – zachowując historię społeczności edycja 2025, operator: Fundacja Sztuki, Przygody i Przyjemności ARTS

Aleksander Obłąk, dawniej działacz Akcji Miasto, a obecnie aktywista, udzielił rozmowy, włączonej do zasobów Dolnośląskiego Archiwum Ruchów Społecznych. W archiwum obecna jest też wersja bez gruntownej redakcji.

Hipermiasto: Zaczynał pan od pisania do urzędu w sprawie chodników i tras rowerowych. Kiedy to było?

Aleksander Obłąk: – W 2012 roku. Mój udział był związany z infrastrukturą miejską, z chodnikami i trasami rowerowymi na mojej trasie do szkoły. Chodziło o Szczepin i Popowice. Napisałem do urzędu miejskiego i tak dowiedziałem się o istnieniu urzędników sekcji rowerowej. Prowadziłem korespondencję w sprawie codziennych, drobnych uciążliwości na tej trasie. Dziś wszystko wygląda tam zupełnie inaczej, bo jest tramwaj i jest równo, ale kiedyś tak nie było.

Udało się wtedy coś zmienić?

Wydaje mi się, że nie. To była raczej pierwsza refleksja, że nie jest tak łatwo coś zdziałać w pojedynkę. Potem okazało się, że jest więcej osób we Wrocławiu, które zajmują się transportem i rowerami. Zsieciowałem się z nimi. Cały czas pisałem też do urzędu miejskiego i oficera rowerowego. Byłem też we Wrocławskiej Inicjatywie Rowerowej.

Z kim wtedy pan współpracował?

Na pewno pisałem do Daniela Chojnackiego. Miałem też kontakt z ludźmi z Wrocławskiej Inicjatywy Rowerowej: Cezarym Grochowskim, Kubą Szymczakiem, Radkiem Lesiszem i Kubą Nowotarskim. To był 2012–2013 rok, kojarzę to z siedzibą WIR przy ul. Białoskórniczej i czasami Euro 2012.

WYPEŁNIJ ANKIETĘ!

Jak wyglądała działalność WIR?

To było zwyczajne działanie organizacji miejskiej: opiniowanie inwestycji, przyglądanie się działaniom miasta, postulowanie zmian, zwiększenia budżetu na poszczególne inwestycje czy korygowania decyzji. Raczej nie angażowałem się w happeningi czy wydarzenia. Zawsze interesowało mnie natomiast, jak wszystko wygląda od strony strukturalnej, projektowej i wykonawczej. Nie jestem inżynierem, ale zawsze mnie do tego ciągnęło.

Przełomem był Wrocławski Budżet Obywatelski?

Budżet obywatelski zaczął się wcześniej. W 2013 roku zgłosiłem kilka rzeczy, ale wszystkie zostały odrzucone i nic nie dotarło do etapu głosowania. Były tam różne odcinki, trasy, ale nic nie przeszło.

W 2014 roku zaczęliśmy to mocniej planować. Na bazie doświadczeń z poprzedniego roku wyciągnęliśmy wnioski. Od wiosny zaczęliśmy mocniej rozpisywać logistykę i docierać do kolejnych osób, żeby przygotować się do przekonywania mieszkańców do głosowania.

To był projekt Rowerowy Wrocław.

Miał być przełomowy, bo miał sprawić, żeby przez centrum można było wygodnie przejeżdżać. Widać było, że była taka potrzeba i że ludzie chcieli, żeby to się wydarzyło. Zresztą ten rekord, ta liczba głosów, chyba do tej pory nie została pobita. Wiadomo, że zasady się później zmieniały, ale to o czymś świadczy.

Pas rowerowy – ul. Kazimierza Wielkiego

Zaangażowało się bardzo dużo osób. Mieliśmy na liście chyba 200 osób, choć oczywiście z różną regularnością uczestniczyły one w wydarzeniach i działaniach. Jak na Wrocław i wcześniejsze doświadczenia była to bardzo duża grupa. Udało się wygenerować duże zainteresowanie i sympatię mieszkańców oraz zebrać dużą drużynę ambasadorów Rowerowego Wrocławia. Powstała konkretna społeczność.

W 2013 roku pojawiły się też rowerowe śniadania.

To było nietypowe. Trzeba było je organizować i wstawać wcześniej z kawą i śniadaniami.

Zbiory społeczne: Akcja Miasto: Działania na rzecz rowerów

Później został pan członkiem rady związanej z WBO.

Tak, ale trochę nie wiadomo było, co te rady będą robić. Byłem w radzie WBO i w Inicjatywie Rowerowej. Nie powiedziałbym, żeby to się właściwie przełożyło. Te rady były chyba powoływane przez prezydenta Dutkiewicza na fali hasła „Bliżej”, ale niewiele wynikło z działania tych konkretnych rad.

Po projekcie z 2014 roku powstała Akcja Miasto. Działalność stała się szersza.

Była potrzeba, żeby to przekuć w coś więcej. Spora grupa ludzi chciała zajmować się życiem miasta, konkretnymi rozwiązaniami podpatrywanymi w innych miejscach Europy i wprowadzaniem nowej jakości w zarządzaniu miastem. Stąd pomysł Kuby Nowotarskiego na Akcję Miasto i na to, żeby robić rzeczy dalej.

Pamiętam pierwsze spotkanie, na którym Kuba opowiadał, jak to miało wyglądać. Była grupa początkowa, około 15 osób w stowarzyszeniu, może trochę więcej. Zastanawialiśmy się, co robić dalej. W kolejnym roku znowu było WBO, ale pojawiło się więcej działań: tekstów, polemik z władzami miasta, propozycji nowych rozwiązań i pisania o tramwajach.

W 2015 roku była kampania wyborcza i zajmowaliśmy się koleją. Witaliśmy premier Kopacz. Pamiętam, jak minister Maria Wasiak była w szoku, że młodzi ludzie chcą pociągów. Mamy nawet zdjęcie z balonami z pociągiem, kiedy premier Kopacz przyjeżdżała na dworzec kolejowy we Wrocławiu. Wtedy były już rozmowy o węźle kolejowym czy linii do Oleśnicy.

Tych działań było sporo. Cały czas chodziło o to, żeby zarażać inne osoby, zachęcać do działania optymizmem i pozytywnym nastawieniem. Pewnie nie zawsze było to możliwe, ale czasem się udawało.

Na początku były to przede wszystkim sprawy transportowe?

Przez większość czasu tak, bo od tego zaczynaliśmy. Było to dla nas istotne i wiązało się z tym, jak wyglądały ulice i przestrzeń miejska, ale przenikało się z zielenią, rewitalizacją, sprawami budżetowymi Wrocławia i szerzej – inwestycjami. Transport zbiorowy, linie tramwajowe, kolej aglomeracyjna i kolej miejska zawsze były kluczowym elementem tych działań.

A jakie działania tramwajowe pan pamięta?

Pamiętam, że zastanawialiśmy się, czy szybciej człowiek doleci na Marsa z Elonem Muskiem, czy tramwaj dojedzie na Psie Pole. Jak na razie wyścig jest wyrównany. Ani jedno, ani drugie chyba nie chce się zmaterializować w najbliższym czasie. Musk zajął się innymi sprawami, urząd miejski też. Ostatnio termin przesunięto chyba z 2030 na 2032 rok. Są też dodatkowe komplikacje związane z Aleją Północną.

Tramwaj w ul. Jedności Narodowej – przystanek Mosty Warszawskie

Proponowaliśmy przyspieszenie budowy. Przy każdym nowym projekcie budżetu mówiliśmy, gdzie można szukać pieniędzy w innych inwestycjach, żeby je przesuwać. Zawsze dostawaliśmy informację, że nie jesteśmy radnymi i nie możemy składać poprawek do budżetu.

Była też współpraca z osiedlami. Postulowaliśmy między innymi budowę basenu na Zakrzowie. Teraz często odwiedzam go z dziećmi.

Zbiory społeczne: Akcja Miasto: Działania na rzecz tramwajów

Co udało się osiągnąć?

Na pewno istotną rzeczą z perspektywy Akcji Miasto było zwrócenie uwagi na remonty torowisk. Myślę, że bez przypominania i trochę takiego podszczypywania w tym temacie nie byłoby takich dużych środków na remonty torowisk.

Nie rozwiązało to wszystkich problemów transportu, ale magistrat zdecydował się zwiększyć pulę środków. W wielu miejscach roboty już się wydarzyły albo właśnie się dzieją. Wiadomo, że cały czas dużo potrzeba, ale to ruszyło. Myślę, że to jest sukces strony społecznej.

A co się nie udało?

Wydaje mi się, że więcej się nie udało, niż się udało. Dekadę temu miałem takie podejście, że w przyszłości musi być lepiej. Krok do przodu, krok do tyłu, dwa do przodu, jeden do tyłu, ale jednak wszystko będzie się przesuwało w dobrym kierunku. Teraz widzę, że nie jest to takie oczywiste. Wiele inwestycji, o których można było mówić wtedy, nadal jest tematem.

W 2017 roku była mowa, że nie powinna być likwidowana Dyrekcyjna tramwajowa, a jeżeli już jest likwidowana, to od razu powinna powstać Sucha. Teraz jesteśmy po przetargu na projekt Suchej. Być może kiedyś się to zmaterializuje, ale często mam refleksję, że byłoby super, gdyby takie rzeczy działy się szybciej. Tymczasem często dzieją się bardzo wolno albo wcale.

Kiedy zakończył pan działalność w Akcji Miasto?

W 2018 roku startowałem do Rady Miejskiej i potem moja aktywność jakoś się zmieniała.

Wcześniej niż pozostała część Akcji Miasto zdecydował się pan wejść na scenę polityczną. Dlaczego?

To była kolejna forma działalności społecznej. Uważałem, że trzeba być w miejscu, w którym podejmowane są decyzje – dotyczące budżetu czy planów zagospodarowania. Oczywiście można i często warto promować pewne elementy agendy w mediach, mediach społecznościowych, wśród mieszkańców, na spotkaniach i konsultacjach. Natomiast kluczowe jest to, kto podejmuje decyzje.

Nie udało się panu dostać do Rady Miejskiej. Później zaangażował się pan także w politykę wewnątrzpartyjną.

Wydawało mi się, że przy tym, jak wyglądała scena lokalna i ponadlokalna, rozsądne byłoby spróbować zawalczyć o tematy miejskie wewnątrz jednej z organizacji, wewnątrz Lewicy. Okazało się, że nie. To jest jakaś nauczka na przyszłość.

Po tej przygodzie z polityką wrócił pan do działalności społecznej, tym razem jako osoba prywatna.

Po bardzo mocnym zaangażowaniu w Akcję Miasto, kiedy miałem czas na robienie różnych rzeczy, później było to bardziej z doskoku. Staram się, na ile czas pozwala, wracać do tego.

Poglądów nie zmieniłem. Nadal istotne jest dla mnie to, żeby, kiedy jadę z dziećmi na wycieczkę, można było wrócić pociągiem, a nie zobaczyć trzygodzinną dziurę w rozkładzie ze Strachocina do centrum. Tak ostatnio było.

Staram się też przesyłać do magistratu wnioski w konkretnych sprawach, na przykład dotyczących remontu chodnika i drogi rowerowej, które są w koszmarnym stanie. Ołbinicka jest na dłuższym odcinku po remoncie i jest w dobrym stanie, ale przy jednostce wojskowej jest odcinek, gdzie nie da się chodzić.

Ostatnio zaangażował się pan też w sprawę jawności umów w spółkach miejskich.

Wydaje mi się, że to ważne. Jeszcze kiedyś wydawało się to jakąś błahostką czy fanaberią, żeby zajmować się takimi sprawami. Liczę, że w zakresie jawności, przejrzystości i działania instytucji publicznych będzie się cały czas coś działo. Jest duża potrzeba społeczna, żeby to wyglądało lepiej.

Oczywiście nie sugeruję, że wszędzie są jakieś wątki korupcyjne. Uważam jednak, że działania z zakresu przeciwdziałania korupcji są potrzebne i trzeba je rozszerzyć na spółki.

We Wrocławiu mamy ich dużo. Od lat dostają duże pieniądze z budżetu miasta, a do tej pory, poza pojedynczymi sprawami typu Śląsk Wrocław czy Stadion, pozostawały raczej poza zainteresowaniem opinii publicznej. A niesłusznie. Po pierwsze obracają dużymi środkami, a po drugie robią często bardzo istotne rzeczy.

Tramwaj na węźle przesiadkowym Stadion

To, że powstał basen na Zakrzowie, jest bardzo potrzebną inwestycją. Natomiast cały proces przygotowania inwestycji, prowadzenia jej, rozliczania i funkcjonowania tych spółek powinien być przejrzysty.

Impulsem dla mnie było też to, że pójście na basen czy łyżwy zimą kosztuje absurdalnie dużo. Wiadomo, że koszty wszystkiego rosną, ale jeśli przyłożyć do tego fakt, że rady nadzorcze i zarządy są rozbudowane, a często nie wiemy dokładnie, na co idą pieniądze, to jest problem.

Moglibyśmy być jako Wrocław prekursorem: wszystkie umowy jawne, zarówno te, które są podpisywane, jak i te podpisane wcześniej.

Nap otkałem już pewien opór w spółkach. Nie wszędzie, ale się zdarzyło, więc poszedłem do sądu, bo myślę, że trzeba. Mam nadzieję, że Naczelny Sąd Administracyjny będzie podzielał moją opinię w tym zakresie.

Hipermiasto

Towarzystwo Benderowskie

Dodaj komentarz

Skip to content