Porozmawiajmy o… środowisku [WYWIAD, CZ. I]

Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami protestów przeciwko wycinaniu drzew w Puszczy Białowieskiej, w zimie głośno było o zanieczyszczeniu powietrza w miastach. Tematyka ochrony środowiska jest stale obecna w debacie publicznej. Jaki jest stan środowiska i jego ochrony w Polsce? Jakie są najważniejsze problemy i zagrożenia?

Katarzyna Wieliczko rozmawia na ten temat z Małgorzatą Tracz, działaczką społeczną i ekologiczną, współprzewodniczącą Partii Zieloni, Aleksandrą Zienkiewicz – działaczką ruchów miejskich, założycielką i przewodniczącą Stowarzyszenia miastoDrzew oraz Robertem Maślakiem – biologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspertem IUCN (Światowej Unii Ochrony Przyrody), członkiem partii Razem.

Katarzyna Wieliczko: Chciałabym zacząć od ogólnego pytania na temat sytuacji ochrony przyrody czy szerzej ochrony środowiska w Polsce. Mówi się o różnych zagrożeniach, z których część ma już swoją historię, a część wiąże się ściśle z działaniami obecnego rządu. Jakie zagrożenia uważacie za najistotniejsze?

Aleksandra Zienkiewicz: Trzy sprawy są szczególnie widoczne w ostatnich miesiącach. Są to: nieuzasadnione z przyrodniczego punktu widzenia usuwanie drzew w Puszczy Białowieskiej, nadmierne wycinki drzew w całym kraju z powodu drastycznej liberalizacji prawa i kwestia polowań oraz uprawnień myśliwych.

Małgorzata Tracz: Dodałabym kwestię smogu i plany regulacji rzek.

Robert Maślak: Widzę, że mamy podobny pogląd na najważniejsze zagrożenia. Niepokojące są także próby ograniczenia działalności organizacji pozarządowych związanych z ochroną przyrody i uprzywilejowanie Lasów Państwowych w zarządzaniu tym dobrem narodowym.

KW: Aleksandro, znaczną część swojej aktywności poświęcasz drzewom. Puszcza Białowieska to las zupełnie wyjątkowy.

AZ: Puszcza Białowieska jest unikatowa nie tylko w skali Polski, ale i Europy. Wycinki pod pretekstem walki z kornikiem, także drzew liściastych, których kornik nie atakuje oraz sztuczne nasadzenia roślin ze szkółek w tych miejscach spowodują, że znaczne połacie puszczy staną się zwykłym lasem gospodarczym, w którym rządzi człowiek. To wyklucza ciągłość naturalnych procesów, samoodnowienie puszczy, prawdopodobnie przyczyni się także do spadku bioróżnorodności, czyli zmniejszenia liczby gatunków zamieszkujących dany teren. Jest to bardzo duże zagrożenie, bo choć cała Puszcza Białowieska jest cenna i ma charakter naturalny, to jednak tylko jej niewielka część znajduje się w Parku Narodowym lub objęta jest ochroną rezerwatową.

Odpowiedzialność za tę sytuację spoczywa na poprzednich rządzących: PO i PSL, którzy nie zajęli się społecznym projektem zmiany przepisów dotyczących tworzenia i powiększania parków narodowych. Od 2004 r. gminy muszą uzgodnić takie decyzje, wcześniej mogły je tylko opiniować. Ostatnim parkiem narodowym, utworzonym jeszcze na bazie tamtych przepisów, był PN Ujścia Warty. Po zmianie przepisów nie udało się ani utworzyć, ani powiększyć żadnego parku narodowego, choć kwestia powiększenia Białowieskiego PN wracała wielokrotnie. PO i PSL mogły nas uratować przed przerobieniem znacznej części Puszczy Białowieskiej na deski, jednak zadowolili się działaniami połowicznymi, m.in. zmniejszeniem ilości drewna, jakie można pozyskać z puszczy, co po objęciu teki ministra szybko zmienił Jan Szyszko. [red.: więcej o Puszczy Białowieskiej można przeczytać tu]

KW: Druga sprawa to wycinki drzew w całej Polsce. Lex Szyszko, bo takim termin został ukuty na nazwanie niemal nieograniczonego prawa do ich wycinki, dało prawo do usuwania bez zezwolenia nawet dużych drzew.

AZ: Stało się to możliwe z powodu zwiększenia maksymalnych obwodów drzew, do których można wycinać drzewa bez zezwolenia. Przedtem dla większości gatunków zezwolenie było potrzebne, gdy obwód pnia na wysokości 5 cm wynosił 25 cm, od 1 stycznia – 50 cm i to mierzony na wysokości 130 cm (po nowelizacji ustawy z czerwca tego roku zostało 50 cm obwodu, ale mierzonego znów na wysokości 5 cm, gdzie drzewo zawsze jest grubsze). Osoby fizycznej na prywatnej posesji nawet ta norma nie dotyczy, o ile wycinka nie ma związku z działalnością gospodarczą. Praktyka pokazała, że wiele drzew wycinanych było na zasadzie “bo można”, dotyczyło to także wielu okazów pomnikowych. Na przykład w kwietniu, we wsi niedaleko Radomska, radna z ramienia PiS i pani sołtys wycięła przy kapliczce jesion o obwodzie pnia ponad 4 m. Było to drzewo okazowe, zdrowe, ale nie objęte ochroną. Tłumaczono się kwestiami bezpieczeństwa, ale to, czy drzewo stanowi zagrożenie może określić specjalista. A skoro prawo pozwala wycinać do woli, nikt nie będzie przecież płacił za ekspertyzę. Tę regulację wykorzystywali też deweloperzy, żeby móc nie płacić za wycinki. Wąska grupa obywateli była zadowolona, reszta z przerażeniem patrzyła na ubożejący krajobraz.

KW: W Polsce panuje kult „świętego prawa własności”. Dlaczego sprzeciwiacie się tej wolności?

AZ: Prawo własności jest ograniczone przez wiele aktów prawnych, nie jest prawem absolutnym. Tym bardziej w odniesieniu do tworów przyrody nie powinno takim być. Drzewa są długowiecznymi istotami, które pełnią szereg ważnych funkcji w środowisku i ich działanie jest ważne również z punktu widzenia człowieka (m.in. obniżają temperaturę w upalne dni, zmniejszają negatywne skutki deszczy nawalnych, pochłaniają zanieczyszczenia powietrza, pozytywnie wpływają na uprawy rolne). Są też istotne z punktu widzenia psychiki człowieka – uspokajają, zwiększają koncentrację, poprawiają nastrój. Drzewo to nie mebel, który schowany jest w domu, nie pełni funkcji środowiskowych, ani nie ma znaczenia dla innych ludzi. Drzewa to część przestrzeni publicznej, w której wszyscy egzystujemy, bez względu na własność działki.

W komentarzach często też pojawiał się argument o tym, że skoro się posadziło drzewo, to należy mieć prawo je wyciąć. Pomijano przy tym zupełnie nierzadkie przecież sytuacje, gdy kupujemy działki z drzewami lub dostajemy je w spadku. Na Ziemiach Zachodnich zajmowaliśmy dobra poniemieckie. Skoro 100 lat temu ktoś posadził drzewo, to dlaczego rościmy sobie prawo do jego wycinki? To jest ogromny skarb, zwłaszcza w miastach, gdzie warunki dla życia i wzrostu drzew są coraz trudniejsze i nie wiadomo, czy obecnie sadzone drzewa będą dożywać tak sędziwego wieku, jak te sprzed 100 lat. Dlatego powinny istnieć naprawdę ważne powody dla usuwania takich okazów.

KW: By tę sytuację zmienić, od końca lutego do połowy maja toczyły się w parlamencie prace nad nowelizacją tzw. lex Szyszko. Czy nowe przepisy coś zmieniły?

AZ: Nowelizacja wprowadziła pewne zmiany, ale w toku prac posłowie wyrzucili z niej ograniczenie w wycinaniu krzewów, a także bardzo ważny dla społeczności i organizacji pozarządowych – jawny rejestr zgłoszeń zamiaru wycinek. Z drugiej strony przyjęto z powrotem uzgadnianie wycinek drzew alejowych z Regionalnymi Dyrekcjami Ochrony Środowiska (RDOŚ), wprowadzono pewne sytuacje, w których organ może sprzeciwić się wycince, obniżono wysokość mierzenia obwodów drzew do wycięcia ze 130 do 5 cm, a także częściowo obniżono obwody, do których można wycinać drzewa bez konieczności uzyskania zezwolenia. Niestety, nie dano organowi możliwości sprzeciwu wobec wycinki, gdy miałaby się odbyć na terenie objętym gminną formą ochrony przyrody, np. użytkiem ekologicznym, co jako Kongres Ruchów Miejskich uważaliśmy za bardzo ważne. Dlatego nie można powiedzieć, że ta nowelizacja spełnia w pełni oczekiwania strony społecznej, co więcej – w czerwcu Ministerstwo Środowisko opublikowało projekt rozporządzenia w sprawie stawek opłat za wycinki drzew (zabrano gminom taką możliwość i na powrót przekazano ministrowi), które okazały się najniższe w historii. Takie stawki to prezent dla wielkich inwestorów, bo to głównie oni ponosili koszty usuwania drzew. Nie zrekompensują one strat w środowisku i nie dadzą gminom możliwości samodzielnego poprawienia sytuacji. Dlatego choć po wprowadzeniu obowiązkowych zgłoszeń sytuacja powinna się poprawić na działkach prywatnych, to z kolei na działkach należących do deweloperów może się tylko pogorszyć. [red.: więcej o nowelizacji #LexSzyszko można przeczytać tu]

KW: Przejdźmy do kwestii smogu. Walka z nim nie jest nowa. Poprzedni rząd wprowadził program „Kawka”. Czy jest on niewystarczający? Jakich zmian oczekujecie zarówno w skali ogólnopolskiej, jak i we Wrocławiu?

MT: Smog jest problemem istniejącym od dziesięcioleci, od wielu lat podnoszonym przez Zielonych i środowiska ekologiczne, ale dopiero kilka lat temu stał się problemem “medialnym”. A skoro stał się problemem medialnym, to stał się i problemem politycznym, i wzbudził zainteresowanie środowisk traktujących do tej pory walkę ze smogiem jako działania nawiedzonych ekologów, a nie walkę o zdrowie i życie. Wg wyliczeń Polskiego Alarmu Smogowego rocznie 51 tys. Polek i Polaków umiera z powodu zanieczyszczenia powietrza. Ciężko dalej ignorować ten problem. [red.: w styczniu 2017 zmarło ponad 11 tys. więcej osób niż w styczniu 2016, najbardziej prawdopodobnym powodem był smog; więcej]

Smog nad Wrocławiem; źródło: https://www.wykop.pl/wpis/22287827/to-nie-jest-mgla-ʖ-wroclaw-smog/
Smog nad Wrocławiem; źródło: wykop.pl

KW: Co prawda minister zdrowia Konstanty Radziwiłł bagatelizował ten problem, ale w końcu rząd zapowiedział walkę ze smogiem.

MT: Te zapowiedzi rządu dotyczące walki ze smogiem ze stycznia 2017, gdy mieszkańcy i mieszkanki Polski od wielu tygodni oddychali zanieczyszczonym powietrzem i nie dało się dalej nazywać smogu “problemem teoretycznym”, padły o wiele za późno. To m.in. nowe normy dotyczące kotłów do spalania węgla i jakości spalanego węgla, podłączenie do sieci ciepłowniczych, rozwój sieci pomiarowych i monitorujących, czy zachęty podatkowe dla samochodów elektrycznych i hybrydowych. W Polsce pali się w domowych paleniskach węglem niskiej jakości, który emituje największe ilości smogu. Dlatego potrzebny jest zakaz sprzedaży mułów węglowych i innych odpadów węglowych dla odbiorców indywidualnych. Rząd zapowiedział także ochronę wrażliwych grup społecznych przed „ubóstwem energetycznym”. Jest to pewien krok do przodu, na który wcześniej nie zdecydował się ostatni gabinet PO-PSL, ani wcześniejsze rządy.

KW: Upowszechnienie energetyki odnawialnej także ograniczyłoby zanieczyszczenie powietrza.

MT: Niestety, ale szumnym zapowiedziom rządu przeczą jego dotychczasowe działania. W praktyce doszło do likwidacji energetyki odnawialnej poprzez wycofanie ustawy i poprawki prosumenckiej, pozwalającej gospodarstwom domowym, wspólnotom i firmom na produkowanie energii ze źródeł odnawialnych, ze wsparciem tzw. taryf gwarantowanych. Ponadto uchwalono „ustawę antywiatrakową”, blokującą energetykę wiatrową, poprzez wykluczenie 99% powierzchni Polski z pozyskiwania tego typu energii. Ostatnio Sejm przyjął nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii, która spowoduje, że wielkim koncernom energetycznym nie będzie opłacało się płacić prosumentom za zieloną energię. Zamiast tego będą uiszczać tzw. opłatę zastępczą. Takie przepisy dotkną wszystkich producentów czystej energii i zahamują rozwój OZE w Polsce.

Zablokowano także szansę na poprawę jakości powietrza poprzez wstrzymanie dotychczasowych sprawdzonych programów, takich jak KAWKA (wymiana pieców) oraz RYŚ (termomodernizacja) prowadzonych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także rozmontowanie zespołu kompetentnych ludzi nimi zarządzających. Warto dodać, że Polska ma kilkukrotnie wyższą normę zanieczyszczeń, przy której ogłasza się alarm smogowy, niż zaleca to Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Niekiedy, tak jak w przypadku pyłu PM10, wartość ta przekroczona jest aż 7-10-krotnie! Niestety, Minister Środowiska nie chciał tego zmienić.

KW: Co zatem zrobić, by realnie walczyć ze smogiem?

MT: Konieczne jest wprowadzenie w życie strategii ograniczenia emisji na poziomie ogólnopolskim. Prawdziwe i przynoszące skutki działania walki ze smogiem powinny obejmować m.in. powszechny państwowo-samorządowy program termorenowacji wszystkich budynków mieszkalnych. Dopiero do zmodernizowanych cieplnie budynków można dobierać niskoemisyjne lub odnawialne źródło energii; takie rozwiązanie jest trwałe i przynosi korzyść obywatelom i obywatelkom, państwu oraz przyczynia się do ochrony klimatu. Istotne jest też rozwijanie rozwiązań takich jak pompy ciepła, jako odpowiedzi na potrzebę produkowania czystej, rozproszonej energii, niezależnej od monopolu politycznie zawłaszczonych koncernów energetycznych.

KW: Przejdźmy na grunt lokalny. Czy są jakieś konkretne pomysły na poprawę jakości powietrza we Wrocławiu?

MT: Najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie w życie rekomendacji zawartych w ekspertyzie zespołu pod kierownictwem prof. Zwoździaka z Politechniki Wrocławskiej. Jasno z niej wynika, że – aby oddychać czystym powietrzem – musimy zaprzestać na obszarze miasta palenia paliwami stałymi, zarówno węglem, jak i drewnem. Wnioski z tej ekspertyzy wziął pod uwagę marszałek Cezary Przybylski, który w projekcie uchwały antysmogowej dla województwa dolnośląskiego zaproponował właśnie takie rozwiązanie. Co na to magistrat? Prezydent Dutkiewicz deklaruje w mediach, że zależy mu na czystym powietrzu, powołuje propagandowo Zielony Departament i bierze udział w konkursie na Zieloną Stolicę Europy. W zaciszu gabinetu zaś odmawia wprowadzenia uchwały antysmogowej w formie przygotowanej przez marszałka. Magistrat nie chce zakazać palenia paliwami stałymi. Jeśli w ratuszu nie zasiądzie osoba zdająca sobie sprawę z tego, że walka ze smogiem to nie tylko deklaracje medialne, ale też działania, to zanieczyszczonego powietrza się z miasta nie pozbędziemy.

Koniec części I.


Fot. główna: Photo by Katie Chase on Unsplash.