ŚrodowiskoStrategia transformacji klimatycznej i edukacja. Z mieszkańcamiWrocław KowaleWrocław Strachocin-Swojczyce-Wojnów

Zieleń jest niezbędna, ale tracimy ją z roku na rok. Wyzwaniem boom inwestycyjny

6 marca 2026 r. zorganizowano debatę klimatyczną dotyczącą osiedli Kowale i Swojczyce-Strachocin-Wojnów. Jak zwracał uwagę prowadzący debatę, istnieje napięcie między rozbudową miasta a zielenią. – Na całym świecie mamy do czynienia z migracjami do miast. Niektóre tereny się wyludniają, ale Wrocław do nich nie należy. Wrocław należy do miast, do których ludzie przyjeżdżają, i ten trend na razie się utrzymuje. Jak więc pogodzić te dwie tendencje społeczne? Z jednej strony potrzebę rozwoju, a z drugiej strony potrzebę zieleni jako czynnika adaptującego do zmian klimatu, oczyszczającego powietrze i zwiększającego jakość życia – dopytywał.

Według Sabiny Lubaczewskiej, wiceprezeski Fundacji Ekorozwoju (FER), odpowiedź na to pytanie jest również kwestią tego, jak definiujemy rozwój. – Jeżeli rozwój oznacza przede wszystkim budowanie jak największej liczby obiektów i maksymalne zagęszczanie przestrzeni, to rzeczywiście musimy pożegnać się z zielenią. Jeżeli jednak rozwój rozumiemy jako poprawę jakości życia i realne dbanie o mieszkańców, jeżeli celem jest człowiek, a nie deweloper i jego krótkoterminowy zysk, to wtedy zupełnie inaczej podchodzimy do tej sprawy – powiedziała działaczka.

Działaczka FER powołła się też na badania. Wokół Berlina przeprowadzono bardzo dokładne, wieloletnie analizy. Porównywano temperatury w różnych strefach: centrum miasta i kolejne obszary na zewnątrz. Na północnym wschodzie od Berlina znajduje się jeden z najbardziej naturalnych lasów w Niemczech. Ma strukturę piętrową, dobrze rozwinięty podszyt, runo, bardzo dobrą retencję wody. Na południu z kolei są lasy gospodarcze. Różnica temperatur między nagrzanym centrum a lasem gospodarczym wynosiła kilka stopni, około czterech czy pięciu. Natomiast różnica między centrum a naturalnym lasem sięgała kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stopni.

Z tego powoduj potrzebujemy jej w mieście bardzo dużo. Lubaczewska: – Naprawdę wszędzie tam, gdzie się da ją wprowadzić. Potrzebujemy drzew o rozłożystych koronach, które dają dużo cienia. Potrzebujemy dzikich enklaw i zachowania ciągłości zieleni, ponieważ jest ona także siedliskiem życia innych organizmów.

Las Strachociński, fot. Maciej Wołodko/wroclaw.pl

Jak dodała wiceszefowa fundacjiu, drzewa i zieleń są związane z z ogromnym bogactwem organizmów bardzo małych: od prokariontów, przez różne nicienie, po grzyby.

– To są organizmy, które wprowadzają węgiel w obieg, dezaktywują różne substancje toksyczne. To wszystko nie rozwija się ani na żwirze, ani na betonie. Potrzeba korzeni drzew, aby powstawała mikoryza i rozwijały się grzybnie, które umożliwiają choćby naturalne filtrowanie zanieczyszczonych wód. Trzeba o tym pamiętać: to nie są tylko ptaszki i motylki. To jest cały ekosystem, który świadczy dla nas usługi, które wciąż są niedoceniane i nie są uwzględniane w rachunku ekonomicznym – podkreślała ekolożka.

Pod względem klimatycznym w miastach to, co z jednej strony jest najistotniejsze, a z drugiej najbardziej przekłada się na codzienne życie, to kwestia tego, jak wyglądają nasze przestrzenie i jak je zagospodarowujemy – wtórował jej radny Jakub Janas.

Jak wygląda zieleń na Kowalach i Swojczycach?

Według panelistki, na Kowalach bardzo wyraźnie widać, jak bardzo nie radzimy sobie z projektowaniem przestrzeni przyrodniczej.

– Co więcej, nawet jeśli jakaś zieleń zostaje, to poddawana jest presji estetyzacji. Jeśli coś ma być zielone, to musi być „ładne” i zagospodarowane według jakichś kanonów estetycznych. Tymczasem cele klimatyczne, zarówno adaptacja do zmian klimatu, jak i ich łagodzenie, realizuje przede wszystkim zieleń dzika, spontaniczna. Taka, która nie zawsze ludziom się podoba, ale daje realny efekt chłodzenia i ograniczania wysp ciepła – powiedziała Sabina Lubaczewska.

Problem widać również na Swojczycach.

– To moim zdaniem jedno z lepszych we Wrocławiu osiedli: Olimpia Port na Swojczycach. Na koniec inwestycji zrobiono tam ryneczek, który jest naprawdę przyjemny pod względem kompletności osiedla. Problem polega jednak na tym, że jest tam mnóstwo betonu, który ekstremalnie się nagrzewa, mimo że obok jest woda i mimo że jest przestrzeń. Było to przecież tzw. greenfield, czyli teren budowany od początku, można było od razu posadzić drzewa – stwierdził Stanisław Piątek.

Brak zieleni to według debatującego także powód, dla którego ludzie wyprowadzają się do tzw. obwarzanka. Piątek: – Dlatego, że tam jest więcej zieleni i można samemu zorganizować sobie ogródek. W mieście jest to znacznie trudniejsze, brak systemowych rozwiązań często wcale w tym nie pomaga – wskazywał.

Zagęszczanie zabudowy i betonoza

Wyzwaniem dla zieleni jest jednak boom inwestycyjny.

– Każdy fragment ziemi jest w tej chwili zabudowywany. Kowale miały kiedyś dość luźną zabudowę. Teraz została ona zagęszczona, co samo w sobie nie jest złe, ale odbywa się to w sposób totalnie betonujący. Jakakolwiek zieleń, która tam istniała, zamienia się w betonowe place. Miejsca, które według przepisów powinny być biologicznie czynne, zasypywane są żwirem. Nie wiem, czy to tylko specyfika Kowal, czy ogólnie moda w całym mieście, ale widzę kolejne inwestycje, w których powstają wielkie połacie żwiru i betonu, które się nagrzewają – uwypuklił prezes Wrocławskiej Inicjatywy Rowerowej Cezary Grochowski.

Swojczyce. Olimpia Port

To ma wpływ na odczucia ludzi. Grochowski: – Kiedyś, jadąc rowerem ulicą Kwidzyńską, można było wyraźnie poczuć różnicę między centrum a Kowalami. W pewnym momencie, gdy przekraczało się tory i wjeżdżało dalej, było tam kilka stopni chłodniej. Czuło się, że jedzie się w miejsce, gdzie można odetchnąć.

Zieleni nie ma tak dużo. Przewodnicząca Rady Osiedla Swojczyce-Strachocin-Wojnów Izabela Folga-Łozińska: Nasze miasto posługuje się hasłem „Zielony Wrocław”, ale ostatnio czytałam artykuł naukowców, którzy policzyli zazielenienie w stosunku do zabudowy i liczby mieszkańców. Okazało się, że Wrocław zajął jedno z ostatnich miejsc.

Aktywność społeczna dla zieleni

Folga-Łozińska podkreślała jednak, że sporo udało się zrobić dzięki aktywności obywatelskiej.

– Przez ostatnie dziesięć lat jako aktywiści społeczni dużo osiągnęliśmy, na przykład dzięki programowi  Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. To jest trudne narzędzie, bo żeby zebrać głosy mieszkańców, trzeba naprawdę się napracować: wyjść na ulicę, przekonać ludzi, zebrać numery PESEL. Ale nam się udało.

Jak wyliczała, z WBO powstał m.in., park Czarna Woda (w czterech etapach) ze zbiornikiem wodnym ze starorzecza Odry, Park Strachociński, Park Mikołowski, teraz powstaje Smocze Uroczysko, a także Park Kolumba na Olimpii Port.

Swojczycki Park Czarna Woda

– Naprawdę dużo się wydarzyło. Dzięki dobrej współpracy z Zarządem Zieleni Miejskiej posadziliśmy też bardzo dużo drzew na osiedlu. Jednak mimo wszystko nadal jest tego za mało – stwierdziła przewodnicząca rady osiedla.

WBO jednak nie jest panaceum. Lubaczewska: – Jeśli mogę jeszcze dodać jedną rzecz: zagospodarowywanie terenów zielonych i tworzenie przestrzeni przyjaznych ludziom powinno być obowiązkiem miasta. To nie jest żadna fanaberia i nie powinno być uzależnione od Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego. Poza tym projekty WBO to nie jest prawdziwa adaptacja do zmian klimatu. To raczej zagospodarowywanie już istniejących terenów zielonych, a nie tworzenie nowych.

Folga-Łozińska zapewniała jednak, że ochrona przyrody była w WBO na pierwszym miejscu. – Kiedy tworzyliśmy Park Czarna Woda, zależało nam, aby był to park dziki,bez oświetlenia. Chcemy również ekologicznie oczyścić zbiornik wodny, który niestety jest zamulony i zanieczyszczony. Nie wiadomo nawet, co się w nim znajduje. Prawdopodobnie można by tam znaleźć prawie całą tablicę Mendelejewa. Kiedyś mieszkańcy nie dbali o to miejsce: wrzucano tam różne odpady, puszki, farby i inne rzeczy – wskazywała radna osiedla.

Brakuje inwentaryzacji zieleni

Cezary Grochowski podkreślał, że brakuje rzetelnej inwentaryzacji zieleni.

– Kowale były jeszcze niedawno osiedlem, które miało bardzo dużo tzw. nieużytków, działek niezagospodarowanych. Były to często tereny poprzemysłowe albo pola, które przestano uprawiać. One po prostu zarosły. Proces zarastania trwał od końca komunizmu, minęło już ponad trzydzieści lat. W tym czasie przyroda zdążyła się tam rozwinąć i wiele z tych miejsc nabrało realnej wartości przyrodniczej. Problem polega na tym, że w żadnych dokumentach miejskich nie ma ich inwentaryzacji. Z punktu widzenia miasta, gdy ktoś patrzy na mapę, są to po prostu nieużytki, które można sprzedać lub zagospodarować. Tymczasem wyrosły tam dęby, których być może nie da się już odtworzyć w podobnej formie – mówił prezes WIR.

Osiedle Kowale. Tereny zielone przy ul. Kwidzyńskiej

W efekcie braku wiedzy o wartości, grunty są tracone.

Grochowski: – Częściowo zagospodarowano park za szkołą, ale po drugiej stronie ulicy, po stronie ulicy Tczewskiej, mamy zagajnik, którego właściwie nigdzie nie ma w dokumentach. Być może już został sprzedany. Podobnie jest przy ulicy Kowalskiej, kolejny zagajnik jest już ogrodzony i prawdopodobnie szykuje się tam inwestycja. A są tam piękne, duże drzewa, które pełnią ważne funkcje przyrodnicze.

Jak dodawała Lubaczewska, nie da się kompensować utraconej zieleni przez nowe, a czasami jest to przeciwskuteczne.

Z jednej strony sprzedajemy takie tereny, a z drugiej próbujemy to kompensować, ponosząc wielkie nakłady na nowe nasadzenia. Przykładem jest Dolina Widawy. Wyobraźcie sobie państwo: w Dolinie Widawy sadzi się drzewa w ramach kompensacji za wycinki z innych części Wrocławia. Tymczasem to miejsce, gdzie roślinność spontaniczna rozwija się sama. Drzewa rosną tam naturalnie i nie trzeba ich sadzić. Tak właśnie działa przyroda. A my wprowadzamy tam sztuczne nasadzenia jako kompensaty z innych części miasta. Tymczasem to nie powinno być miejsce takich działań.

Potrzeba władzy dla osiedli

Nie będzie lepiej gospodarować terenami bez zwiększenia władztwa lokalnych społeczności.

Jak podkreślała Izabela Folga-Łozińska,  rada osiedla stara się zabezpieczać tereny zielone. – Niestety rady osiedli nie mają dużej siły decyzyjnej. Często miasto podejmuje decyzje bez konsultacji z nami. Chcielibyśmy to zmienić, bo jesteśmy najbliżej tych miejsc. Wiemy, co się tam dzieje, gdzie są nielegalne wysypiska śmieci, gdzie odbywają się polowania, na przykład w Lesie Strachocińskim – skwitowała przedstawicielka osiedla.


Hipermiasto

Towarzystwo Benderowskie

Dodaj komentarz

Skip to content