Aleksander Obłąk: Zbudujmy tramwaj na Psie Pole przez Kowale, nie Trasę Swojczycką
Aleksander Obłąk jest wrocławskim działaczem miejskim i aktywistą zaangażowanym w poprawę jakości życia mieszkańców poprzez działania na rzecz lepszego transportu, przestrzeni publicznej, infrastruktury pieszej i rowerowej oraz rewitalizacji osiedli. Uczestniczył w licznych inicjatywach społecznych i projektach realizowanych w ramach Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego, między innymi jako lider projektów, które zdobywały znaczące poparcie mieszkańców i były realizowane w mieście. Był związany ze stowarzyszeniem Akcja Miasto, Wrocławską Inicjatywą Rowerową i Nową Lewicą.
Ważną rzeczą dla ochrony klimatu na wschodzie Wrocławia jest szybka kolej miejska. Pojawił się pomysł stworzenia linii wschód–zachód, która kursowałaby z Wojnowa, Swojczyc, Strachocina i Kowal przez Sołtysowice, Nadodrze, a następnie, z pominięciem Dworca Głównego, w stronę Nowego Dworu, przez Szczepin do Leśnicy. Chodzi o linię bez wjazdu na Dworzec Główny, gdzie problemem jest przepustowość.
Aleksander Obłąk, działacz społeczny: – Widzimy rozbudowę prowadzoną przez PKP PLK, ale wciąż czekamy na realne zwiększenie przepustowości. Każde dodatkowe połączenie jest na plus przy rozwiązaniach drogowych. Nigdy nie zastanawiamy się, czy warto wydawać pieniądze na drogi, więc kolej także potrzebuje większego rozmachu.
Co taka linia mogłaby dać?
– Przede wszystkim sprawiłaby, że ludzie zaczęliby jeździć pociągami. Mamy dziś problem z tym, że wszystkie ulice wlotowe do miasta rano stoją w korkach. Musimy myśleć aglomeracyjnie, a jeśli myślimy aglomeracyjnie, to połączenia z obrzeży miasta do centrum są niezbędne. Ludzie powinni przesiadać się przy granicach miasta i dalej podróżować koleją. Dopóki nie ma rozsądnej i konkurencyjnej oferty połączeń, trudno tego od nich wymagać.
Przejdźmy do tramwaju na Psie Pole. To temat, który jest tam bardzo ważny. Jaki wariant – Twoim zdaniem – byłby najlepszy? Mówiło się o realizacji do 2030 roku, potem o 2032, a nadal nie ma ostatecznej decyzji co do wariantu.
– Uważam, że każdy z dwóch ostatecznie wybranych wariantów ma swoje plusy, choć szkoda, że na wcześniejszym etapie zrezygnowano z wariantu prowadzącego przez plac Kromera. Mam jednak wrażenie, że ta dyskusja jest trochę postawiona na głowie. Nie zastanawiamy się nad tym, jak sprawić, by tramwaj jechał bardzo szybko do centrum. To powinien być podstawowy cel. Nie chodzi o to, żeby tramwaj „turlał się” i dojeżdżał do placu Grunwaldzkiego wolniej niż obecne autobusy.
Dziś do Grunwaldzkiego trzeba jechać okrężnie, między innymi przez Nowowiejską. Czekam też na konkrety dotyczące ulicy Słowackiego oraz brakującego odcinka ulicy Wyszyńskiego. Uważam, że tramwaj na Psie Pole może być inwestycją cywilizacyjną dla tej części aglomeracji, także dla mieszkańców Długołęki i Kiełczowa. Wielu z nich wybudowało się tam w ostatnich latach i powinni mieć realną możliwość dojazdu do centrum.

Warunek jest jeden: rozsądny czas przejazdu. Trasa nie może być pełna odgięć, nie może stać wiecznie na światłach, nie może kolidować z ruchem samochodowym w taki sposób, że traci swoją przewagę. Nie może być tak, że wydajemy 800 milionów złotych tylko po to, aby zamienić autobus na tramwaj bez wyraźnego skrócenia czasu podróży. To musi być radykalne przyspieszenie, bo tylko wtedy mieszkańcy Psiego Pola uznają tramwaj za realną alternatywę.
Trzeba też myśleć o powiązaniu z koleją – na przykład w rejonie Karłowic czy Zakrzowa – tak aby powstał porządny węzeł przesiadkowy. Wiem, że dziś brzmi to jak science fiction, zwłaszcza gdy perspektywa czasowa jest co chwilę przesuwana o rok czy dwa. Chciałbym jednak, aby ta inwestycja zaczęła zmierzać do realizacji, przy jasno postawionym celu: bardzo szybki dojazd do centrum.
A co sądzi pan o wariancie, który miał biec przez Kowale?
– Jeśli chodzi o czas przejazdu, taki wariant mógłby być sensowny. Natomiast pojawiają się kwestie związane z przecinaniem terenów zielonych oraz gęstością zaludnienia. Chodzi o to, aby tramwaj miał odpowiednią liczbę pasażerów. Mimo to rozważałbym ten wariant, zwłaszcza w kontekście powiązań pieszo-rowerowych i przekroczenia Widawy bardziej „od tyłu” Psiego Pola.
Każdy wariant ma swoje plusy i minusy, swoich zwolenników i przeciwników. Najważniejsze jednak, aby już na starcie założyć cel: ma być szybciej niż obecnie autobusem. Do tego trzeba dopasowywać wszystkie rozwiązania, aby za kilka lat – na etapie przetargu – nie okazało się, że tego założenia nie uwzględniono i że wydajemy ogromne pieniądze bez realnego efektu skrócenia czasu przejazdu.
Pojawił się też temat połączenia pieszo-rowerowego kładki między Kowalami a Psim Polem. Kiedyś była tam dzika kładka, która została zlikwidowana.
– To, że kiedyś funkcjonowała tam nieformalna kładka, pokazuje, że takie połączenie jest potrzebne. Widać też po przyzwyczajeniach mieszkańców, że nie cały ruch musi koncentrować się w rynku Psiego Pola. Podróże można zaczynać wcześniej, przekraczając Widawę i kierując się przez Kowale. Jestem jak najbardziej za budową takiego pieszo-rowerowego połączenia. Zbieram podpisy pod petycją w tej sprawie i wiem, że rozpoczęły się już pewne prace koncepcyjne.

Trzeba jednak przypomnieć urzędowi o tym temacie, bo ostatnie działania miały miejsce około półtora roku temu. Prawdopodobnie Wody Polskie postawią trudne warunki związane z ochroną przeciwpowodziową, co zawsze komplikuje takie inwestycje. Trzeba też zdecydować, czy miałaby to być wyłącznie kładka pieszo-rowerowa, czy również z dopuszczeniem ruchu samochodowego. Tę decyzję należy podjąć na początku, aby nie projektować dwóch wariantów i nie doprowadzić później do kolizji koncepcji.
Linia tramwajowa na Kowale obecnie jest jedyną obsługującą ten obszar. Jaka może być jej przyszłość i jak mogłaby lepiej funkcjonować w całym układzie komunikacyjnym?
– W tym miejscu powstało dużo nowych inwestycji deweloperskich, między innymi w rejonie ulicy Kwidzyńskiej. To zawsze jest okazja, aby deweloper dołożył coś od siebie do infrastruktury. Jeżeli potrzebna jest modernizacja torowiska albo brakuje trasy rowerowej na całej długości – bo na części ulicy Kwidzyńskiej droga rowerowa już jest, ale z osiedla Kowale nie da się wygodnie dojechać bliżej centrum – to takie inwestycje mieszkaniowe powinny być wykorzystywane do dociągania brakujących odcinków. Jeśli poprawimy dojścia piesze i dojazdy pieszo-rowerowe, to część mieszkańców w naturalny sposób wybierze tramwaj. Wraz z powstawaniem kolejnych osiedli linia może być coraz bardziej obciążona i wtedy przydałaby się druga linia na tej trasie, a nie tylko jedna.

To wszystko będzie trzeba jednak zaplanować od nowa, zwłaszcza że wariant tramwaju na Psie Pole ma przebiegać przed mostem Brucknera, więc inaczej będzie wyglądało skrzyżowanie przy XIV LO. Liczę też na dalszą rozbudowę samych Kowal, między innymi w rejonie ulicy Olsztyńskiej. Były tam wnioski o warunki zabudowy dla większego osiedla, choć nie zostały jeszcze zrealizowane. Widać jednak perspektywę dalszej rozbudowy tej części miasta, podobnie jak w przypadku tramwaju na Psie Pole. Już teraz trzeba przyjąć założenia, jak ten układ ma docelowo wyglądać, aby mieszkańcy mieli sprawny dostęp do transportu zbiorowego i żebyśmy nie obudzili się za dziesięć lat z poważnym problemem komunikacyjnym.
Ostatni temat, bardzo bliski mieszkańcom – według części polityków, na czele z panią Anną Sobolak, rozwiązaniem problemów komunikacyjnych i korków w tej okolicy ma być Trasa Swojczycka. Co Pan o tym sądzi?
– Nie powinniśmy wydawać kilkuset milionów złotych na rozwiązanie, które w praktyce odetnie Kowale od Widawy. Uważam to za zły pomysł. Rozumiem, że mieszkańcy Swojczyc i Strachocina od lat zmagają się z dużymi problemami komunikacyjnymi, ale Trasa Swojczycka oznaczałaby jedynie przerzucenie problemu w inne miejsce, za bardzo duże pieniądze. Na odcinku Strachocin – Wojnów trasa przebiegałaby w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej. Posłanka Sobolak reprezentuje interes osób, które chcą tranzytem przejechać pod oknami wrocławian, ale to stoi w sprzeczności z interesem mieszkańców, zwłaszcza Kowal, gdzie oznaczałoby to faktyczne odcięcie od Widawy. Na Strachocinie i Wojnowie ludzie nadal będą mieszkać, to nie jest obwodnica omijająca tereny zabudowane.

Trzeba szukać innych rozwiązań. Bardzo pozytywnie oceniam większe wykorzystanie połączeń kolejowych ze Swojczyc. Jeżeli da się jeszcze coś wycisnąć z istniejącej linii, należy to zrobić. Jeśli nie, trzeba myśleć o innych wariantach, zwłaszcza że elektryfikacja jest w planach i pojawiają się obawy, czy szybki remont nie będzie oznaczał późniejszych utrudnień i ponownego zamknięcia linii. Wymiana nawierzchni na linii jednotorowej zawsze wiąże się z zamknięciem, nie da się tego zrobić wyłącznie w nocy.
Uważam jednak, że Trasa Swojczycka nie jest rozwiązaniem, lecz elementem kampanii wyborczej. Mówi się o finansowaniu z pieniędzy miejskich i wojewódzkich, ale to nadal ogromne środki. Podobnie krytycznie podchodzę do pomysłu łącznika Kowalska–Kwidzyńska, choć popiera go prezydent Wrocławia. Przez lata podobnie dyskutowano o obwodnicy północnej – można było poszukać mniejszych, mniej inwazyjnych rozwiązań, na przykład łącznika omijającego zabudowę na Polanowicach, bez budowania szerokiej trasy przelotowej. Nie chodzi o to, że układ drogowy w mieście nie może się zmieniać. Jednak duże trasy przelotowe w gęsto zabudowanych częściach Wrocławia po prostu nie rozwiązują problemów.
Tekst opublikowany w ramach projektu „Strategia transformacji klimatycznej i edukacja. Z mieszkańcami” realizowanego przez Towarzystwo Benderowskie dzięki darowiźnie Fundacji Orlen w ramach projektu „Energia Sąsiedztwa”. W ramach projektu tworzymy strategię, rozmawiamy z mieszkańcami, dzielimy się wiedzą ekspercką.


