Nie betonować bufora, badać zanieczyszczenia. Zielona przyszłość Kowal i Swojczyc
Krzysztof Smolnicki to działacz społeczny i ekologiczny, związany z ruchem ochrony środowiska od lat 80., kiedy angażował się m.in. w działalność Ruchu Wolność i Pokój. Prezes Fundacji EkoRozwoju (FER) we Wrocławiu, gdzie od lat koordynuje i rozwija projekty dotyczące efektywności energetycznej, odnawialnych źródeł energii, przeciwdziałania smogowi, gospodarki odpadami, zrównoważonego transportu, ochrony rzek oraz czynnej ochrony przyrody. Współtwórca i jeden z liderów Dolnośląskiego Alarmu Smogowego. Były wiceprezes Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć, współpracownik licznych krajowych i międzynarodowych organizacji ekologicznych. W latach 1995–2011 redaktor naczelny magazynu ekologicznego „Kropla”. Laureat nagród za działalność na rzecz ochrony środowiska, w tym tytułu „Człowiek Roku Polskiej Ekologii”.
Jak środowiskowo postrzega Pan wschodnie osiedla Wrocławia – Kowale, Swojczyce, Strachocin, Wojnów?
Krzysztof Smolnicki: To bardzo ciekawy i zróżnicowany obszar. Z jednej strony Kowale są od dziesięcioleci silnie uprzemysłowione – to jedno z historycznych ognisk przemysłowych miasta, z całym bagażem konsekwencji środowiskowych. Z drugiej strony mówimy o terenach położonych w granicach Wrocławia, dobrze skomunikowanych: na Kowale dojeżdża tramwaj, planowane jest też przedłużenie linii przez most w kierunku Swojczyc i Strachocina.

Jednocześnie to obszar o ogromnym potencjale przyrodniczym: Dolina Odry i Widawy, Las Strachociński, tereny zalewowe. To nie są zwykłe skwery czy parki, ale względnie naturalne ekosystemy, które mają wartość rekreacyjną, zdrowotną i klimatyczną. Problem w tym, że w strategii miasta te walory bywają słabo dostrzegane, a pojawiają się pomysły inwestycji, jak nowe trasy drogowe, które mogą odciąć mieszkańców od Doliny Widawy i osłabić ten potencjał.
Czy budowa nowych dróg, takich jak Trasa Swojczycka, to dobre rozwiązanie problemu korków w tej części miasta?
Doświadczenia miast Europy Zachodniej pokazują, że budowa kolejnych tras często tylko przenosi korki w inne miejsce i generuje nowe. Mówimy dziś o setkach tysięcy samochodów wjeżdżających codziennie do Wrocławia, o rozwoju przedmieść bez równoległego rozwoju transportu publicznego i systemów Park & Ride. Bez tego problem będzie narastał.

Dodatkowo trasa wzdłuż Widawy oznaczałaby hałas, emisje i ingerencję w naturalny bufor przeciwpowodziowy. Dolina Widawy to nie tylko teren rekreacyjny, ale działający ekosystem: magazyn wody w czasie powodzi i wilgoci w czasie suszy, element ograniczający miejską wyspę ciepła. Każda zabudowa czy infrastruktura zmniejsza retencję, a przy coraz bardziej nieprzewidywalnych zjawiskach klimatycznych to realne ryzyko.
Czytaj też: Transformacja zaczyna się na podwórku. Paweł Pomian o energii, odpadach i odpowiedzialności osiedli
Co z ochroną przyrody w tej części miasta?
Eksperci wskazują, że Dolina Widawy czy Las Strachociński to przyrodnicze perły Wrocławia. Pojawiały się propozycje ustanowienia tam użytków ekologicznych czy zespołów przyrodniczo-krajobrazowych, a nawet rezerwatu w rejonie Wyspy Opatowickiej: miejsca unikatowego, z mozaiką łęgów, łąk i bogactwem gatunków.

Rezerwat w mieście nie jest barierą dla ludzi, może porządkować ruch i chronić najcenniejsze fragmenty, bez masowych imprez czy ciężkiej infrastruktury. Warto też chronić to, co wydaje się „oczywiste”, jak dęby wzdłuż Odry i Widawy, właśnie dlatego, że są liczne i tworzą wyjątkowy krajobraz doliny rzecznej.
A kwestia smogu i zanieczyszczeń?
Dominujące wiatry zachodnie częściowo rozpraszają zanieczyszczenia znad centrum w kierunku wschodnim, a doliny rzeczne pełnią funkcję korytarzy wentylacyjnych. Jednak zwiększony ruch samochodowy oznacza wzrost emisji spalin wzdłuż głównych tras. Dochodzą do tego emisje przemysłowe: mieszkańcy sygnalizują okresowe, chemiczne zapachy, które wymagają dokładniejszych badań.
O ile pyły zawieszone są monitorowane stosunkowo dobrze, o tyle analiza związków chemicznych jest trudniejsza i droższa. W obszarze tak silnie uprzemysłowionym jak Kowale potrzebny jest stały, rzetelny monitoring i realna kontrola dużych zakładów, które mają środki, by minimalizować swój wpływ na zdrowie mieszkańców.
Tekst opublikowany w ramach projektu „Strategia transformacji klimatycznej i edukacja. Z mieszkańcami” realizowanego przez Towarzystwo Benderowskie dzięki darowiźnie Fundacji Orlen w ramach projektu „Energia Sąsiedztwa”. W ramach projektu tworzymy strategię, rozmawiamy z mieszkańcami, dzielimy się wiedzą ekspercką.


