Krzysztof Smolnicki dla strażników peryferii: Małe gminy dolnośląskie nie poradzą sobie ze smogiem bez wsparcia
Towarzystwo Benderowskie prowadzi projekt „Klimatyczny strażnik peryferii”. Projekt otrzymał wsparcie finansowe w ramach programu PROTEUS, prowadzonego przez Transatlantic Foundation, europejskie ramię The German Marshall Fund of the United States.


Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autora(-ów) i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury. Ani Unia Europejska, ani organ przyznający nie mogą ponosić za nie odpowiedzialności.
Do badania kwestii klimatycznych wybrano osiem gmin (do 20 tys.): gmina Jedlina-Zdrój, gmina Kamieniec Ząbkowicki, gmina Karpacz, gmina Malczyce, gmina Mirsk, gmina Szklarska Poręba, gmina Świeradów-Zdrój, gmina Walim.
Kwestie smogowe analizujemy wspólnie z Krzysztofem Smolnickim z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego.
Jak wygląda sytuacja smogowa w mniejszych gminach Dolnego Śląska, np. w obszarze sudeckim?
Krzysztof Smolnicki: Nie bez powodu stolica polskiego smogu jest na południu Dolnego Śląska, mamy tu niekorzystne warunki, jeśli chodzi o ukształtowanie terenu, czyli miejscowości są skoncentrowane często w dolinach
Są miejscowości, które są zagrożone procesem wyludnienia, ale mają niskie budżety własne, więc trudno jest tam podejmować działania, jeśli nie ma wsparcia państwowego. O ile takie miasta są stanie podjąć działania własnymi środkami, to mniejsze miejscowości w Sudetach i na Pogórzu Sudeckim mają znacznie za małe budżety, w szczególności, żeby usuwać piece-kopciuchy z budynków wielorodzinnych. Specyfiką Dolnego Śląska jest to, że miasteczka są skoncentrowane, a ludzie mieszkają w kamienicach.
Czytaj też: Budżety obywatelskie w gminach Dolnego Śląska. Partycypacja dla klimatu
I państwo tych samorządów gminnych z regionu Dolnego Śląska nie wspiera?
Państwo stawiało na wsparcie dla domów jednorodzinnych w ramach programu Czyste Powietrze. Ale program dotyczący wsparcia kamienic był zlikwidowany. Tego wsparcia nie było przez ostatnie 10 lat, a ono powinno być szczególnie stworzone dla naszego regionu, w którym szacujemy, że jest aż 30% kamieni w Polsce, często sprzed ponad 100 lat. Mamy bogactwo miasteczek i miast, ale to jest nasza poniekąd zguba.
Środki uruchomiono na nowo dla gmin, ale jeszcze nie dla mieszkańców w końcu zeszłego roku, więc tak naprawdę tych funduszy nie ma jeszcze w samorządach.
Dodatkową barierą jest to, że przez początkowy okres fundusze nie były dostępne dla mieszkań komunalnych. Trzeba pamiętać, że w mieszkaniach komunalnych mieszkają osoby najbiedniejsze. Teraz te środki są dostępne dla mieszkań komunalnych, ale tylko jeśli użytkownik tego lokalusam zawnioskuje o dofinansowanie.
Natomiast sama gmina, nawet gdy chce pomóc mieszkańcom, bez ich wniosku nie może tego zrobić. Naszym zdaniem to jest błąd i powinniśmy maksymalnie umożliwić wykorzystanie środków na usuwanie problemu. Kluczowe jest usuwanie pieców z kamienic, budynków często zdewastowanych, nieremontowanych.
Szczególnie w sezonach smogowych mamy ataki zanieczyszczeń. Nawet jeśli nawet tych ataków smogu jest nawet dwa, trzy razy mniej niż poprzednich sezonach, to one też według badań także powodują skutki śmiertelne.
Czytaj też: Klimatyczny strażnik zielonej energii. Jak rozwija się OZE w gminach Dolnego Śląska?
Gmina Jedlina-Zdrój to uzdrowisko, ale jak jest zimno, to po prostu czuć strasznie wam spaleniznę.
W związku z powodzią, która dotknęła niektóre uzdrowiska, w tej chwili nie naciskamy bardzo na szybsze działania. Jeśli jednak uzdrowiska mają przyciągać turystów czy kuracjuszy, szczególnie w sezonie zimowym, to jeśli nie poprawią jakości powietrza, nie będzie to dłużej możliwe. Ludzie potrafią czytać, potrafią sprawdzać dane i nie będą tam przyjeżdżać.

Uzdrowiska naszym zdaniem, i co postulujemy od kilku lat, wymagają osobnego programu wsparcia. To nie są duże miejscowości, mają potencjał rozwoju, ale bez wsparcia będą borykać się z tym problemem przez kolejne lata.
Czytaj też: Klimatyczny strażnik peryferii: jak z rowerami w gminach Karkonoszy?
W Świeradowie-Zdroju poprzedni burmistrz narzekał na brak środków wpływu na mieszkańców. Mówił, że gmina ma pieniądze, ale byli mieszkańcy, którzy po prostu stwierdzili, że pieca nie wymienią.
Teraz taki środek wpływu mamy. Od 1 lipca palenie węgla w kopciuchu jest karalne na Dolnym Śląsku, w tym także w Świeradowie-Zdroju. Jeśli władze nie będą tego zwalczać, działają na szkodę zarówno kuracjuszy jak i mieszkańców, bo mniej ludzi będzie chciało tam przyjechać.
Można nakładać mandaty, a jeśli ktoś notorycznie nie chce wymienić pieca, można iść do sądu, gdzie kara wynosi nawet 5 tys. zł. Nie chodzi o to, by eskalować środki prawne, ale stymulować do działań. Zwłaszcza że są też fundusze europejskie na zmianę.
A co jeśli nie ma straży gminnej, jak w Kamieńcu Ząbkowickim?
Straże mogą działać, ale że praktyka wskazuje, że szczególnie przed wyborami straże miejskie są nieaktywne. Z naszego badania wynika, że w miejscowościach, gdzie był zarząd komisaryczny, a osoba sprawująca władzę w danej miejscowości nie była wybieralna, była większa gotowość do tego, żeby kontrolować.
Natomiast każdy urząd może kontrolować palenie w piecach. Jest to kompetencja wójta, burmistrza, prezydenta. Jeśli osoba sprawująca władzę nie oddeleguje tego na kogoś innego, to ona odpowiada osobiście. Zatem nie ma możliwości, żeby w jakimś gminie nikt nie był odpowiedziany.
Często nie ma woli kontroli, ale trzeba się tym zająć. Przecież kwestie środowiskowe są ważne też dla ludzi, dla naszego życia i zdrowia.
Czytaj też: Jakub Nowotarski: Europejski Zielony Ład w transporcie to mocne stawianie na transport publiczny
W Szklarskiej Porębie były badania w 2016 r. i miasto chwaliło się, że smogu nie ma. Ale skąd mamy wiedzieć, czy jest w naszym mieście smog, jeśli w naszym miejscu nie działa stacja pomiarowa?
Czasami przyjeżdżamy z pyłomierzami do danej miejscowości, gdzie wyniki nie są aż tak złe, ale jednorazowy pomiar nie może nas uspokoić.
Nie jest to tak bardzo istotne, czy ten zagrożenie pojawia się 30 razy w ciągu roku, czy tylko 9 razy, ponieważ za każdym razem może przynieść tam sam skutek. Kardiolodzy mówią o tzw. efekcie pchnięcia do grobu. Dlatego powinny być wykonywane badania całoroczne.
W takich miejscach jak Karpacz widać już również smog komunikacyjny, który do tej pory kojarzymy z dużymi miastami.
Smog komunikacyjny koncentruje w takich ciągach ulic. Niestety nie mamy na razie danych, bo jest mało stacji pomiarowych transportowych.

Natomiast w Karpaczu w dole miejscowości osiada smog pyłowy. W 2015 r. nasze badania wykazały nawet 300 mikrogramów na metr sześcienny. A bardzo często jakość powietrza przez stagnację wiatru jest tragiczna.
Czytaj też: Miłosz Cichuta: Organizujmy transport publiczny na peryferiach

