Jakub Nowotarski: Niedługo rozstrzygnie się, czy uda się zrealizować marzenie o kolei miejskiej

Jakie ma pan oczekiwania od nowego rządu, gdy chodzi o politykę transportową?

Dr Jakub Nowotarski, prezes Akcji Miasto: – Liczę na duże zmiany, bo okazuje się, że od decyzji na poziomie rządu zależy dla Wrocławia bardzo dużo. To w najbliższych miesiącach rozstrzygnie się, czy uda się zrealizować marzenie o kolei miejskiej i aglomeracyjnej. Dotychczas, mimo że od lat wiadomo, że Wrocławski Węzeł Kolejowy ma bardzo duży potencjał, nie byliśmy tego tak blisko. To jednak wymaga bardzo konkretnych działań i decyzji.

Jakich decyzji Wrocław potrzebuje?

Kluczowe jest tutaj ministerstwo infrastruktury, a właściwie wiceminister ds. kolei oraz podległe mu instytucje, np. PKP PLK, którzy wspólnie mogą zadecydować o zmianach w Krajowym Programie Kolejowym czyli programie rządowym dotyczącym inwestycji kolejowych na najbliższe 10 lat. Na razie, mimo hucznych zapowiedzi byłego premiera Mateusza Morawieckiego, Wrocław znajduje sie na liście rezerwowej. Bralismy bardzo intensywny dział w konsultacjach KPK, rozmawialiśmy z politykami, zbieraliśmy wsparcie mieszkańców, ale na listę podstawowa Wrocław nie trafił. Udało się nam wywalczyć projektowanie jednej z dwóch ważnych inwestycji, co i tak jest dużym krokiem do przodu, natomiast kluczowe jest zabezpieczenie finansowania. 

Chodzi przede wszystkim o tory wychodzące z Dworca Głównego na zachód, wzdłuż ulicy Bogusławskiego, oraz o Towarową Obwodnicę Wrocławia, która prowadzi z Brochowa przez Krzyki, nad ul. Hallera i ul. Grabiszyńską, w kierunku Dworca Mikołajów. Obie te linie mogą zostać rozbudowane i dostosowane do potrzeb kolei aglomeracyjnej. Możemy mieć sieć kolejową, która pozwoli uruchomić kursy co 10-15 minut, pociągów, które zatrzymują się co kilkaset metrów i to stanie się kręgosłupem polityki transportowej miasta.

Czytaj też: Strefa Czystego Transportu dla zdrowia wrocławian. Potrzebny ambitny wariant

Tutaj samo miasto nie jest w stanie nic zrobić?

Nie do końca, bo czasie naszej letniej kampanii, w trakcie konsultacji społecznych, jednym z naszych postulatów było, by w konsultacje zaangażował się prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, którego głos jest więcej warty niż głos przeciętnego mieszkańca Wrocławia. Powinien być aktywnym graczem na tym polu i powinien jak najbardziej apelować zarówno do kolejarzy, do ministerstwa, ale również do dolnośląskich parlamentarzystów. To on powinien być architektem sojuszu na rzecz Wrocławskiego Węzła Kolejowego. Dotychczas tak się nie stało, póki co mamy jednak pewne deklaracje polityczne. Udało nam się przegłosować niemal jednogłośnie uchwałę poparcia sejmiku województwa w tej sprawie. Głosował za tym sam marszałek Cezary Przybylski, który zobowiązał samego siebie do aktywnego uczestnictwa w tym sojuszu. Budujemy polityczne porozumienie ponad podziałami.

Czy jest szansa, że nowy rząd się tym zajmie, czy były jakiekolwiek głosy?

Jak najbardziej tak, sam wiceminister Piotr Malepszak mówił, że to ważne inwestycje na debacie, która zorganizowaliśmy jako Akcja Miasto w ramach projektu “Tramwaje i kolej dla klimatu”.

Również na innej debacie poseł Michał Jaros, posłanka Izabela Bodnar oraz dyrektorka biura Krzysztofa Śmiszka Anna Kołodziej zadeklarowali aktywne włączenie się w przekonywanie osób decyzyjnych, by Wrocław na listę podstawową trafił. Osiągnęliśmy bardzo dużo oddolnym zrywem, poczekajmy chwilę na to, kto będzie u steru polskiej kolei. Na pewno będziemy dalej o tym aktywnie przypominać, może uda się zorganizować spotkania, by podjąć próby przekonywania spółek kolejowych i ministerstwa, żeby te miliardy do Wrocławia trafiły.

A jakich szerszych zmian na kolei oczekiwałbyś od nowego rządu?

Potrzebna jest zmiana myślenia. Mówił o niej zresztą sam wiceminister Malepszak, dlatego ogromnie trzymam za niego kciuki. On dużo mówi z jednej strony o efektywności tego, co już jest. Niedopuszczalna jest sytuacja, że w parę miesięcy przez to że nie ma pieniędzy na utrzymanie kolei w dobrym stanie, pojawiają się ograniczenia prędkości. Mówi też o potrzebach inwestycji i rozumie, że kryteriami wyboru powinno być to, gdzie najwięcej będzie z tego zysku. Krytykował pomysły budowy linii kolejowych tam, gdzie pociągów pojedzie mało i jest mało pasażerów, a jednocześnie rozumie potrzebę rozbudowy systemu takiego jak Wrocławska Kolej Aglomeracyjna. Jeśli uda się o tę zmianę myślenia zadbać również w spółce PKP i w spółce PKP PLK, to mamy szansę na duże kolejowe przyspieszenie i bardzo duże zmiany, które nam obywatelom i pasażerom ułatwią życie.

Czytaj też: Kolej Dużych Prędkości Wrocław/Poznań-Łódź-Warszawa. Kluczowa inwestycja dla Polski

Zapytamy o Kolej Dużych Prędkości. Tu jest oczywiście kwestia wmieszania KDP w projekt CPK, jest jednak też w debacie publicznej sporo wypowiedzi pozytywnych dla projektu. Jaka jest istotność tej sprawy dla Wrocławia?

Bardzo duża i mam nadzieję, że jak najszybciej rozpoczną się prace nad projektowaniem i zabezpieczeniem środków inwestycyjnych na budowę KDP do Warszawy. To, że nie ma szybkiego połączenia i trzeba jechać 4 godziny i 15 minut do stolicy kraju oddalonej o 350 kilometrów, to bardzo odbiega od europejskiego standardu.

Kolej Dużych Prędkości, tunel w Łodzi / CPK
Kolej Dużych Prędkości, tunel w Łodzi / CPK

Potrzebujemy jak najszybciej tej budowy, która przybliży nam Warszawę, do której dojedziemy w mniej niż dwie godziny. Okaże się, że pociąg jest bardziej konkurencyjny i atrakcyjny niż samochód osobowy, a to jedyna ścieżka rozwoju. Mam wrażenie, że ten temat został odsunięty na listę rezerwową, rozwijaliśmy system autostrad i dróg ekspresowych. Od początku powinny być rozwijane równolegle linie kolejowe. Unia Europejska też chce inwestować w kolej. I powinniśmy inwestować zarówno w kolej regionalną i w KDP. W przypadku dróg nikt nie pyta czy remontować drogi w miastach czy budować autostrady.

Na debatach była mowa również o związkach metropolitalnych. Tu też jest konkretne oczekiwanie.

Tak, jest tutaj konkretna deklaracja ze strony Platformy Obywatelskiej, że taka ustawa zostanie przyjęta. Ona jest czymś naturalnym przez to, jak rozlała się zabudowa. To jest fikcja, że Wrocław kończy się na swojej granicy, bo na granicy Wrocławia możemy zobaczyć blokowisko po jednej i drugiej stronie. Aglomeracja czy metropolia jest znacznie szersza niż granice miasta. Taka ustawa pozwoli nam np. organizować transport zbiorowy na dużo większym terenie, nie ma sporów o wspólne kursy autobusów i kolei czy wspólny bilet.

Pociąg Kolei Dolnośląskich na nasypie przy estakadzie kolejowej we Wrocławiu
Pociąg Kolei Dolnośląskich na nasypie przy estakadzie kolejowej we Wrocławiu / Hipermiasto / CC-BY-NC-SA 4.0.

To staje się dużo łatwiejsze, a do tego pojawiają się dodatkowe środki na transport. One pójdą na to, by oferta była lepsza, a każdy wie, jaki mamy we Wrocławiu problem z ogromną liczbą aut wjeżdżających do centrum. Ta ustawa jest szansą na to, żeby tych aut było mniej. Jeśli tylko pojawi się alternatywa, to część mieszkańców podwrocławskich gmin wybierze transport zbiorowy.

Jeśli chodzi o podejście do transportu zbiorowego, to do tej pory rządy nie traktowały tej sprawy jako jednego z priorytetów. Czy rząd mógłby podjąć tematykę transportu zbiorowego? Sporo mówiliśmy o wykluczeniu transportowym, ale nie było działań kompleksowych.

Minister Malepszak ma się zająć koleją, jestem przekonany, że jego ekspercka wiedza nie kończy się na kolei i świetnie rozumie problem transportu zbiorowego, w tym wykluczenia transportowego i komunikacji autobusowej. Nie wiadomo, czyje to będą kompetencje. Z drugiej strony dużo było na ten temat głosów w kampanii wyborczej, partie koalicyjne mówiły, że wykluczenie transportowe to jeden z ich priorytetów. Pozostaje trzymać za to kciuki.

Na Dolnym Śląsku mamy z jednej strony duży sukces kolejowy, ale z drugiej strony są ogromne plamy na mapie transportu publicznego i to nawet pod Wrocławiem. Jak pokazał raport Miłosza Cichuty z Akcji Miasto, uczniowie wrocławskich liceów są skazani na dojeżdżanie autem do szkół z podwrocławskich gmin. Ten problem ma większy zasięg niż nam się wszystkim wydaje. Im więcej rząd będzie o tym mówił i szukał rozwiązań tym lepiej.

Czytaj też: Jakiego transportu chcą wrocławianie? Sondaże, badania, dane [ANALIZA HIPERMIASTA]

Kolejny temat to bezpieczeństwo ruchu drogowego, gdzie akurat udało się coś zrobić w poprzedniej kadencji. Czy słyszał pan o tym w tej kampanii, czy ten temat zaistniał?

Nie zaistniał i byłem tym bardzo zdziwiony, szczególnie w świetle tragicznego wypadku na autostradzie A1, gdzie żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina z pięcioletnim dzieckiem, która wracała z wakacji. Patokierowca jechał 300 km/h i spowodował wypadek. Liczyłem na to, że partie polityczne dzisiejszej koalicji ten temat podniosą, bo każdy, kto choćby od czasu do czasu porusza się po polskich autostradach wie, że taki problem istnieje. Jest to coś do wyeliminowania i nie chodzi tylko o tych, którzy jeżdżą tak szybko. 

Jest sporo kwestii związanych z bezpieczeństwem, np. Autostradowa Obwodnica Wrocławia to jeden z bardziej niebezpiecznych odcinków w Polsce. Wypadek zdarza się co trzy dni. Konsekwencje są zdrowotne, ale też utrudnienia które rozlewają się na całe miasto, pojawiają się korki na pół miasta. Cierpią wszyscy, również ci, którzy poruszają się transportem zbiorowym. A wystarczy tam postawić odcinkowy pomiar prędkości, zadbać o to, by kierowcy jeździli z przepisową prędkością. Z całą pewnością zrobi się bezpieczniej, mamy na to dowody np. z tunelu S-2 w Warszawie, gdzie do zdarzeń nie dochodzi. W poprzedniej kadencji temat odcinkowych pomiarów prędkości był niemalże zablokowany, działo się to w zdecydowanie zbyt małej skali. Trzeba zadbać o bezpieczeństwo i o to, by nie było sytuacji, że pół miasta korkuje się co trzy dni.

Nadal w Polsce nie mamy przyjętej tzw. wizji zero. Czy to nie powinien być jeden z postulatów?

Jak najbardziej. To postulat prosty, bo z etycznego punktu widzenia nie ma powodu, byśmy akceptowali śmierć na drogach w liczbie 1700 rocznie. Z drugiej strony, coraz więcej miast i krajów mówi o tym głośno, jest tu spore pole manewru. Prawo i Sprawiedliwość mimo deklaracji premiera Morawieckiego w expose, mimo zmian w przepisach dotyczących pieszych i mandatów ten problem instytucjonalnie zlekceważyło. Wciąż nie wiadomo, kto w Polsce odpowiada za bezpieczeństwo na drodze. Ta odpowiedzialność jest celowo rozmyta po to, żeby nie dało się wskazać winnego. Przy takiej rozmytej odpowiedzialności nie ma konkretnego planu działania, nie ma strategii bezpieczeństwa na drogach. To są rzeczy jak najbardziej do zmiany. Jest 2023 rok i powinniśmy przestać akceptować to, że giną ludzie na drogach. Są eksperci w tym kraju, którzy się na tym znają.

Czytaj też: Apel do rządu o przywrócenie przystanków kolejowych we Wrocławiu na listę podstawową. Dla Tarnogaju, Maślic i Zakrzowa

Jaki jest kluczowy postulat z tej dziedziny? Część już wdrożono np. wyższe mandaty.

Trudno wskazać jeden, bo bezpieczeństwo drogowe jest sprawą wielowątkową, natomiast do poprawy jest egzekucja przepisów. Dzisiaj jest głównie na barkach policji, policja była do tej pory zajęta czym innym i ma duże braki kadrowe. To można rozwiązać tak jak na zachodzie Europy: gęsta sieć fotoradarów, niekoniecznie oznakowanych. Szybko okaże się, że to bezpośrednio przekłada się na poziom bezpieczeństwa na drogach, tak było w innych państwach europejskich. Od jakiegoś czasu nie jest to kontrowersyjny temat, ale cywilizacyjnie potrzebna zmiana. Jestem przekonany, że premier i minister infrastruktury łatwo byliby w stanie wytłumaczyć obywatelom, dlaczego takie zmiany zachodzą. To również przełoży się na kieszenie kierowców, bo jeśli ofiar na drogach będzie mniej, to będziemy płacić mniejsze stawki za OC.

Po raz pierwszy w kampanii pojawiła się kwestia rowerowa na poziomie krajowym. Inne państwa mają strategie rowerowe, u nas wszystko dzieje się na poziomie samorządu. Czy to już jest sprawa, która powinna stać się przedmiotem zainteresowania rządu?

Rzeczywiście we Wrocławiu mamy dwie posłanki, Małgorzatę Tracz i Jolantę Niezgodzką, które podpisały deklarację rowerową i dołączyły do zespołu parlamentarnego w tej sprawie. To szerokie zagadnienie, ale najprostsza sprawa, która najwięcej Polsce da, to centralny fundusz na rozwój bezpiecznej, wygodnej i zgodnej z zachodnioeuropejskimi standardami infrastruktury rowerowej. To rząd może wesprzeć samorządy w tym, by budować trasy rowerowe i w miastach i w mniejszych miejscowościach i pomiędzy gminami – wszędzie tam, gdzie dałoby się wygenerować duży ruch rowerowy. 

Droga rowerowa przy ul. Wysockiego w Wałbrzychu
Droga rowerowa przy ul. Wysockiego w Wałbrzychu  / Hipermiasto / CC-BY-NC-SA 4.0.

W samorządzie jest różnie ze zrozumieniem tego tematu. Są miasta, które rozwijają się pod tym względem szybciej, jak Poznań, czy Wrocław za czasów Rafała Dutkiewicza. Są miasta, które polityki rowerowej nie realizują, jak Łódź, czy mniejsze miejscowości, gdzie infrastruktura nawet gdy już powstaje, to często odbiega od standardów i w rezultacie nie generuje nowego ruchu. Wsparcie rządowe mogłoby to zmienić.

To, że rower jest doskonałym środkiem transportu, wiemy z wielu miast na Zachodzie. To dobrze, że są parlamentarzyści, którzy to rozumieją. Mam nadzieję, że również w ministerstwie pojawi się przestrzeń, by o tym mówić.

Czytaj też: Potrzebne przejście z Kleczkowa na Dworzec Nadodrze. Jest wniosek do PLK


Fot tytułowe –  Jakub Nowotarski / mat.prasowe


Kampanią Wybieram kolej Towarzystwo Benderowskie zachęca mieszkańców do przejazdów kolejowych, a decydentów – do wsparcia rozwoju kolei.


Informacja opublikowana w ramach realizacji projektu „Tramwaje i kolej dla klimatu”, finansowanego przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię z Funduszy Norweskich i Funduszy EOG w ramach Programu Aktywni Obywatele – Fundusz Regionalny. Treść dostępna na licencji CC-BY-NC-SA 4.0.


 

Active-citizens-fund@4x-1024x359

Hipermiasto

Towarzystwo Benderowskie

Dodaj komentarz