Dr Jakub Nowotarski: Mamy większe aspiracje, chcemy dobrego transportu publicznego
Projekt „Wykluczenie transportowe się zwiększa. Trzeba działać” Projekt finansowany przez Komisję Europejską w ramach Programu Równych Praw realizowanego ze środków programu CERV finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” na lata 2021 – 2027.
Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska ani organ przyznający nie ponoszą za nie odpowiedzialności.”


Hipermiasto: Warto od razu zdementować pewien stereotyp wykluczenie transportowe nie dotyczy wyłącznie zapomnianych wsi na krańcach Sudetów czy Karpat.
Dr Jakub Nowotarski, prezes Stowarzyszenia Akcja Miasto i radny miejski Wrocławia: Oczywiście. Dotyczy także aglomeracji wrocławskiej, a nawet samego Wrocławia. Wszystko sprowadza się do tego, czy można korzystać z transportu publicznego. Nie mówię jednak o sytuacji, gdy dwa razy dziennie kursuje autobus szkolny – rano do szkoły i po południu z powrotem. To nie jest żadna oferta. W praktyce ludzie pozostają skazani na komunikację indywidualną i samochody.
Jeśli ktoś mieszka nawet w mieście albo pod Wrocławiem i ma autobus raz na godzinę lub jeszcze rzadziej, trudno oczekiwać, że będzie regularnym pasażerem transportu publicznego. Nie będzie to jego naturalny wybór i nie będzie mógł funkcjonować bez auta.
Znaczenie ma również to, dokąd można dojechać. Wielu mieszkańców Wrocławia pracuje w fabrykach czy magazynach pod miastem. Część korzysta z autobusów pracowniczych, ale gdyby ich nie było, transportu praktycznie by nie było. To znowu oznacza skazywanie ludzi na samochody. Wszystko zależy od tego, jakich podróży potrzebuje dana osoba.
Czyli nie chodzi tylko o to, żeby transport istniał, ale żeby odpowiadał rzeczywistym potrzebom mieszkańców?
Zdecydowanie. Najbardziej wykluczone są miejsca, gdzie nie jeździ nic. Później te, gdzie autobusy kursują tak rzadko, że nie stanowią realnej oferty. Ale jeśli chcemy mówić o sprawnym systemie transportowym dla miasta, aglomeracji, regionu czy kraju, trzeba patrzeć szerzej.
Kluczowe pytanie brzmi: czy usługa publiczna, jaką jest transport, istnieje w zadowalającej jakości? Jeśli nie, zmusza ludzi do korzystania z samochodu. To również jest wykluczenie transportowe, choć ma inną skalę.
Nowa ustawa wprowadza minimalny standard: cztery połączenia w dni robocze i dwa w dni wolne. Co sądzi Pan o takim rozwiązaniu?
Lepsze to niż zero. Mam nadzieję, że wiele osób będzie z tego korzystać. Myślę jednak, że jest to oferta przede wszystkim dla tych, którzy mają dużo czasu i bardzo elastyczny plan dnia. Jeśli ktoś jest emerytem i chce pojechać do większej miejscowości na zakupy, być może będzie to wystarczające.

Powinniśmy jednak mierzyć znacznie wyżej. Uważam, że połączenia co godzinę to absolutne minimum, żeby w ogóle mówić o sprawnym transporcie publicznym. Nie trzeba daleko szukać: wystarczy pojechać do Niemiec albo Czech i zobaczyć, jak tam funkcjonuje transport.
Dzisiaj chciałoby się móc powiedzieć, że Polska ma lepszy system transportu publicznego. Niestety, na razie te aspiracje nie są realizowane.
Dlaczego w Akcji Miasto zajmujecie się transportem publicznym?
Wszyscy korzystamy z systemu transportowego i wszyscy potrzebujemy się przemieszczać. Według badań każdy mieszkaniec wykonuje średnio dwie podróże po mieście dziennie. Przy skali Wrocławia i jego układzie urbanistycznym oznacza to, że w godzinach szczytu ogromna liczba osób chce jednocześnie dotrzeć z punktu A do punktu B.
Nie da się przewieźć wszystkich samochodami. To nie kwestia poglądów, ale doświadczeń miast na całym świecie. Transport publiczny jest rozwiązaniem tego problemu.
Dlatego zależy nam na mieście, w którym więcej osób będzie z niego korzystać. Żeby tak się stało, trzeba zaoferować znacznie lepszą jakość usług.

Moim zdaniem wrocławski transport publiczny nie osiąga standardów Europy Zachodniej ani nawet niektórych polskich miast, takich jak Warszawa. Mamy ogromny potencjał, ale pozostaje on niewykorzystany. Nadal jesteśmy bardzo daleko od stworzenia kolei miejskiej czy aglomeracyjnej, nie ma nawet gotowej koncepcji. Mamy też najwolniejsze tramwaje w Polsce w godzinach szczytu. To nie jest oferta, która mogłaby skłonić mieszkańców do masowej rezygnacji z samochodów.
Mimo wszystko Wrocław i tak wypada znacznie lepiej niż miejscowości położone poza jego granicami.
Zdecydowanie. Poza Wrocławiem często problemem jest po prostu brak połączeń.
Wrocław organizuje komunikację na swoim terenie, ale żeby autobus pojechał dalej, potrzebne są porozumienia między gminami. To wiąże się z finansami. Niestety gminy i powiaty wokół Wrocławia nie zawsze chcą przeznaczać środki na transport publiczny. Powiat wrocławski, choć bardzo bogaty, praktycznie tego nie robi. To błąd systemowy, ale takie są realia.
W efekcie mieszkańcy powiatu są skazani na samochody, co prowadzi do korków, między innymi na Swojczycach czy podczas remontów na styku Brochowa i Tarnogaju.
Nie wszyscy mają jednak własny samochód.
Nie tylko młodzież ma z tym problem. Około 30 proc. dorosłych nie ma prawa jazdy.
Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że każdy powinien je mieć. Ale co z seniorami, którzy nie czują się już na siłach prowadzić albo wręcz nie powinni korzystać z samochodu? Oni również mają potrzeby transportowe i chcieliby zachować samodzielność.
To poważny problem społeczny, ale niestety niewiele się w tej sprawie zmienia.
Nowa ustawa wspiera tworzenie związków powiatowo-gminnych dla organizacji transportu.
To jest jej dobry element. Jednak dla nas docelowym rozwiązaniem jest ustawa metropolitalna.
Związek powiatowo-gminny może ułatwić organizację transportu i zawieranie porozumień. Metropolia daje natomiast coś znacznie ważniejszego; dodatkowe pieniądze. Mówimy o około 500 mln zł z budżetu centralnego na transport publiczny w całej metropolii wrocławskiej.

Nie chodzi tylko o połączenia z gmin do Wrocławia, ale również między samymi gminami, których dziś praktycznie nie ma. Dojazd do Wrocławia jest jeszcze możliwy, natomiast przemieszczanie się po całej aglomeracji pozostaje dużym wyzwaniem.
Badania pokazują też, że tam, gdzie jest kolej, mieszkańcy znacznie lepiej oceniają transport.
Tak, bo kolej zapewnia przede wszystkim szybszy i bardziej przewidywalny dojazd. Tam, gdzie funkcjonuje, mieszkańcy oceniają transport znacznie lepiej. Gdy pozostaje wyłącznie autobus, sytuacja jest trudniejsza. Autobusy jadące z przedmieść do centrum stoją w korkach, a nie mamy wystarczającej liczby buspasów czy szybkich korytarzy autobusowych.
Kolej jest też znacznie bardziej stabilna. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat wiele razy zdarzało się, że przewoźnik autobusowy z dnia na dzień kończył działalność i połączenia znikały. Dla mieszkańców to bardzo trudna sytuacja, bo nagle muszą całkowicie zmienić sposób funkcjonowania.
Sygnał, który wtedy do nich dociera, jest prosty: najlepiej i najbezpieczniej mieć własny samochód.

