Nie tylko Kraków ma zabytki

Ratujmy zaniedbane dworki, kościoły i inne zabytki w całej Polsce, a nie tylko w Krakowie

Trzynaście organizacji społecznych z dziesięciu miast całego kraju zajmujących się m.in. ochroną dziedzictwa, wysłało do posłów apel o ratowanie zabytków w małych miastach i wsiach. Postulujemy w nim uchylenie ustawy z 1985 roku przeznaczającej rokrocznie wysokie dotacje na Narodowy Fundusz Rewaloryzacji Zabytków Krakowa i przeniesienie tych funduszy do puli ogólnokrajowej, administrowanej przez Generalnego Konserwatora Zabytków.

W Polsce możemy pochwalić się 65 tys. 750 wpisanymi do rejestru zabytkami nieruchomymi. Na dotacje i subwencje chroniące całość tego dziedzictwa w projekcie budżetu państwa na 2013 rok, podobnie jak w roku obecnym, przewidziano kwotę 81 tys. 560 tys. złotych. W przeliczeniu na jeden zabytek to dokładnie 1 tys. 240 złotych i 46 groszy. Nikomu, kto remontował choćby mieszkanie, nie trzeba udowadniać, że jest to kwota radykalnie niewystarczająca.

Jednocześnie budżet państwa za pośrednictwem Kancelarii Prezydenta RP co roku dofinansowuje Narodowy Fundusz Rewaloryzacji Zabytków Krakowa, administrowany przez Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa. W ostatnich pięciu latach kwota dotacji wynosiła 42 miliony złotych rocznie i taką samą planuje się na rok 2013. Tylko od 2007 roku Kraków otrzymał ponad ćwierć miliarda złotych pomocy płynącej z budżetu krajowego! Oznacza to, że z blisko 1,2 tys. krakowskich zabytków każdy dostawał i dostanie dodatkowo średnio 36 tys. 145 złotych rocznie, czyli blisko 30-krotnie więcej niż zabytki w każdym innym miejscu w Polsce!

Z czego wynika takie nieproporcjonalne wyróżnienie jednego miasta? Jest ono skutkiem ustawy o Narodowym Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa, uchwalonej jeszcze w 1985 roku, której celem było „zachowanie i przywrócenie do dawnej świetności architektonicznych zespołów zabytkowych Krakowa, stanowiących spuściznę narodową w dziedzinie dóbr kultury”. W głównej mierze dzięki blisko trzem dekadom corocznych dotacji z budżetu centralnego zabytki krakowskie są dzisiaj w świetnym stanie – szczególnie w porównaniu z dziesiątkami kościołów, pałaców iinnych historycznych budynków niszczejących w małych miastach i wsiach na terenie całego kraju.

Często podnoszonym argumentem za finansowaniem NFRZK jest przekonanie, że Kraków sam nie jest w stanie udźwignąć ciężaru dbania o dziedzictwo swojej ponad 1000-letniej historii. Aby przekonać się jednak, że jest to argument chybiony, wystarczy porównać sytuację w trzech dużych polskich miastach. Kraków posiada blisko 6 tys. zabytków w ewidencji, z czego niecałe 1,2 tys. objętych jest ochroną rejestrową. Gdańsk to 7,2 tys. zabytków w ewidencji i ponad 600 w rejestrze, a Wrocław, najlepiej mi znany, pochwalić się może już 10 tys. zabytków w ewidencji i blisko 1 tys. w rejestrze. Ani Gdańsk ani Wrocław, miasta równie stare i równie cenne, nie uzyskują preferencyjnych dofinansowań z budżetu państwa, a mimo to znajdujące się w nich dziedzictwo jest stosunkowo zadbane i nie zagraża mu nagła katastrofa.

Celem wspomnianego apelu w żadnym wypadku nie jest proste przesunięcie funduszy z Krakowa do Gdańska, Wrocławia czy Poznania. Duże miasta bez problemu wyżywią się same. Prawdziwym problemem jest stan tysięcy kościołów, pałaców, zamków, dworców i innych zabytkowych budowli w małych miasteczkach i wsiach. Zgodnie z ostatnim przekrojowym raportem o stanie zabytków w Polsce, opublikowanym w 2004 roku, jedynie co dziesiąty z nich nie wymagał żadnych prac remontowych, a blisko połowa potrzebowała remontu kapitalnego lub zabezpieczającego!

Jednakże, ich właścicieli (samorządy, osoby prywatne czy fundacje) najczęściej nie stać nie tylko na remont, ale nawet na zabezpieczenie budynków przed dalszą degradacją. Na pomoc nie mogą doczekać się, na przykład XIV-wieczny gotycko-renesansowy kościół w Lewinie Brzeskim, XVIII-wieczny klasycystyczny kościół w Żeliszowie koło Bolesławca czy bieszczadzkie cerkwie w Bystrem i Liskowatem. Budżety małych gmin, w których się one znajdują, są zbyt skromne, żeby ochronić lub wesprzeć ochronę tych zabytków.

Co więcej, chociaż to właściciel jest zobowiązany dbać o stan należącego do niego zabytku, to – zgodnie z zasadą subsydiarności – państwo powinno wspierać tych, którzy nie są w stanie uczynić tego sami. Kraków, z PKB per capitaprzekraczającym 150 proc. średniej krajowej oraz dochodami na mieszkańca osiągającymi 135 proc. średniej dla miast, nie jest biednym ośrodkiem.

Szczególnie niesprawiedliwe są dofinansowania do remontów prywatnych kamienic w zabytkowym centrum miasta, które często zamieniane są następnie na wysokiej klasy hotele. Ich właścicieli byłoby stać na remont i bez funduszy z budżetu centralnego. Te same pieniądze przeznaczone jednak na przykład dla gminy Bolesławiec oznaczają być albo nie być dla walczącego o przetrwanie spektakularnego kościoła w Żeliszowie.

Reasumując, nawet biorąc pod uwagę szczególne miejsce Krakowa w historii Polski, uważam że przez trzydzieści ostatnich lat państwo polskie w wystarczający sposób dało wyraz świadomości tego faktu. Misja NFRZK „zachowania i przywrócenia do dawnej świetności architektonicznych zespołów zabytkowych Krakowa” została wypełniona z sukcesem i wyczerpała się. Nastał najwyższy czas na zainteresowanie się ginącym dziedzictwem małych miast i zadbanie o nie równie dobrze, jak dbaliśmy o zabytki Krakowa.

Marek Karabon