Felietony

Tożsamość miasta pod lupą – 4. edycja MIASTOmovie okazała się sukcesem

W miniony weekend zakończyła się czwarta edycja MIASTOmovie jedynego w Polsce o festiwalu poruszającego tematykę miejską – przede wszystkim poprzez filmy dokumentalne i towarzyszące im spotkania i debaty, ale również przez sztuki wizualne, wykłady, spacery po mieście, performance. Od kilku lat mamy okazję patrzeć na miasto z różnych perspektyw dzięki Wrocławskiej Fundacji Filmowej.

Czwarta odsłona festiwalu dotyczyła szeroko pojętej tożsamości miasta, miejsc, mieszczuchów. Ciekawe ujęcia tego tematu znalazły się w zaprezentowanych filmach. „Kraina pałaców” opowiada o nowym chińskim mieście, Ordos, do którego władze sprowadzają rolników, próbując nauczyć ich miejskiego życia. „Our city” dotyczy związków imigrantów z ich obecnym miejscem zamieszkania – Brukselą. „Barbicania” z kolei opowiada o historiach ludzi zamieszkujących brutalistyczne osiedle w Londynie – Barbican Complex. „Slumsy. Miasta jutra” pokazują prowizoryczne domy w różnych częściach globu: Indiach, Maroku, USA, Kanadzie czy Francji i zwracają uwagę na problem ignorowania takich miejsc przez władze.

Festiwal zakończył pokaz krótkometrażowych filmów o miastach w epoce PRL-u: „Portret małego miasta” (o pełnym nadziei na zmiany Nowym Sączu), „Lubelska starówka” (ironiczny komentarz na temat lubelskiego rynku, gdzie odremontowane fasady zachwycają mieszkańców i turystów, podczas gdy od podwórek kamienice się sypią, pękają i podchodzą grzybem), „Z Łodzi” (w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego), „Miasto na wyspach” (o powstających w Warszawie na obrzeżach osiedlach, podczas gdy w 10 lat po wojnie wciąż nie jest odbudowane, niegdyś gęsto zabudowane i zaludnione, śródmieście), „Z Powiśla” (o smutnym krajobrazie tej dzielnicy stolicy, gdzie dzieci wciąż bawią się w powojennych ruinach) i „Niedzielny poranek” (żartobliwy felieton w reżyserii Andrzeja Munka, podpatrujący życie mieszkańców Warszawy z pokładu autobusu).

Po „Krainie pałaców” widzowie wraz ze współreżyserem filmu, Adamem Smithem, zastanawiali się nad funkcjonowaniem osób przeniesionych z mongolskiej wsi wprost do wielkiego, bardzo nowoczesnego miasta (poza bieżącą wodą, kuchenką gazową i wielkimi płaskimi telewizorami, mieszkańcy mają też do dyspozycji m.in. kino IMAX 3D; wcześniej większość z nich spotkała się co najwyżej z radiem).

Okazuje się, że wielu z nich nie wytrzymywało tej przeprowadzki psychicznie – w Ordos jest bardzo wiele samobójstw. I choć nowi przybysze dostają duże mieszkania (100-120 m2) w jednym bloku z sąsiadami z tej samej wioski po to, by utrzymać więzi społeczne, to zderzają się z zupełnie nowymi problemami. Na wsi żyli z własnych plonów, miesiącami mogli nie wydawać pieniędzy, tymczasem w metropolii nie mają z czego żyć, a często trudno im znaleźć jakąkolwiek pracę, jako osoby niewykwalifikowane, często już w podeszłym wieku.

Na filmie uderza skala miasta – wieżowce, ogromne place, niczym do defilad, bardzo dużo rzeźb i pomników, które przytłaczają swoją wielkością. Samo miasto sprawia wrażenie, że dominuje nad swoimi mieszkańcami. Władze municypalne chcą jednak związać tych ludzi z miejscem – organizują festyny, wygłaszają odezwy, wieszają bilbordy, mające im uświadomić, jak są ważni dla funkcjonowania nowego organizmu miejskiego. Efekty tego chińskiego eksperymentu będzie można poznać dopiero za kilka-kilkanaście lat. Plany są jednak wielkie: przenieść ponad 200 mln rolników, mieszkających na zachodzie kraju, do miast, by szybko tę część Chin zindustrializować i zurbanizować, a także – stworzyć wielkopowierzchniowe gospodarstwa rolne, które pozwolą wykarmić ludność.

Slumsy. Miasta jutra” poruszają problem mieszkaniowy ok. 1/3 ludności świata mieszkającej w miastach. Niektórzy ludzie sami decydują się na taką formę zamieszkania (np. w przyczepie), większość jednak została do tego zmuszona – pieniądze, jakie zarabiają, nie są w stanie zagwarantować im innego schronienia. Niektórzy są bezrobotni – stracili pracę i dotychczasowy dom (np. zamieszkujący Miasteczko Namiotów, kilkadziesiąt km od Nowego Jorku). Film jednak pokazuje, że nawet takie miejsca można nazwać domem, a nierzadko krytyczna sytuacja w życiu wyzwala nową energię.

Narracja tego obrazu koncentruje się wokół pojęcia wspólnoty, współpracy i sąsiedzkiej pomocy. Film wręcz mówi o tym, że w slumsach ludzie mogą doświadczyć tego, czego w zindywidualizowanym świecie nie doświadczają, bo odcinają się świadomie od innych i starają się być samowystarczalni. Konkluzją jest zaś, by władze miejskie zaczęły traktować te tereny prowizorycznych schronień za pełnoprawne dzielnice miejskie.

Doskwiera jednak brak głębszego przyjrzenia się problemowi – jakie są jego przyczyny? Co go nasila? Jakie działania podejmują władze miejskie i jak to tłumaczą? Biorąc pod uwagę prognozy (zarówno liczba mieszkańców miast, jak i zamieszkujących slumsy będzie rosła) jest to jedno z wielkich, globalnych, społecznych wyzwań dla polityków i urzędników.

Ponieważ jesteśmy społeczeństwem zurbanizowanym (powyżej 50% populacji ludzkiej mieszka w miastach), idea, by zorganizować festiwal opierający się w 100% na sztuce koncentrującej się na miastach, ich problemach, możliwościach, wyzwaniach, mieszkańcach, okazała się strzałem w dziesiątkę. Na większości wydarzeń (w tym – projekcjach) sale były pełne, a wiele osób nie załapało się na wejściówkę. To też pokazuje, że jest we Wrocławiu społeczność żywo zainteresowana rozmową o mieście i rozwijaniem debaty o nim. Chyba więc świadczy to o tym, że jednak istnieje tożsamość miasta, z którą można się identyfikować. Czym ona jednak jest – nie potrafili jednoznacznie stwierdzić nawet goście Edwina Bendyka w rozmowie po filmie „Barbicania”.

***

Zdjęcia z festiwalu można znaleźć tutaj.

Fot. Lech Moliński z Wrocławskiej Fundacji Filmowej opowiada o wyborze filmów krótkometrażowych na zakończenie festiwalu (fot. Aleksandra Zienkiewicz).

Licencja Creative Commons Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.