Po drugiej stronie rzeki

Mijając ostatni północny fragment śródmieścia natrafiamy na rzekę i mosty, które przeprowadzają nas na drugą stronę. Znajdujące się tam osiedla, wydzielone z dawnej dzielnicy Psie Pole, przedstawiają się nam przez szerokie ulice i żyletowe bloki ułożone w sporej odległości od siebie. Jesteśmy w innym miejscu. Innym mieście.

Północna część miasta rozwinęła się znacznie później od śródmieścia – co wydaje się oczywiste. Staje się jednak znacznie bardziej zrozumiałe i czytelne, gdy zdamy sobie sprawę, że nim miniemy rzekę, będąc na ostatnim śródmiejskim osiedlu, Kleczkowie, znajdujemy się już na terenie przed 1997 przynależnym do peryferyjnej dzielnicy Psie Pole. Nie przypadkowo – bowiem to właśnie torowisko kolejowe pomiędzy Nadodrzem a Kleczkowem przez wiele lat stanowiło granicę miasta, a sam Kleczków uznawany był przez dawnych wrocławian za obszar podmiejski. Tam w końcu ulokowano wrocławskie więzienie i szpital psychiatryczny. Niegdyś za Kleczkowem Wrocław się kończył – więc zarówno administracyjnie, jak i funkcjonalnie to, co po nim, za mostami Osobowickim i Trzebnickim, uznać można za prawdziwe miejskie peryferia.

ŚWIATŁO I PRZESTRZEŃ

Kiedy przyjrzeć się temu, co powstało po drugiej stronie Odry przed wojną, ograniczymy się niemal wyłącznie do wolnostojących willi, które zamożniejsi wrocławianie zasiedlali chcąc uciec od tego, co charakteryzowało śródmiejską zabudowę – gęstości, często brudu i ubóstwa. Mówimy o okresie z przełomu XVIII i XIX wieku, naturalne było już wtedy poszukiwanie spokoju i życia w naturze – wizje miast ogrodów, rozwoju przemysłu, który utrudnił życie w mieście. Początków ucieczki z miasta.

W tym aspekcie wyczuwalne jest, bardzo silnie, że stykamy się z planistycznym konfliktem. Wciąż będąc stosunkowo blisko centrum miasta znajdujemy się na „historycznych” suburbiach. W otoczeniu występują punktowo zgrupowania niskich zabudowań – z lotu ptaka umiarkowanie gęstych, jednak, ze względu na chłonność mieszkaniową, bardzo ekstensywnych. Nie dziwi więc fakt, że po wojnie obszary te przechodziły zmiany nie mniejsze, niż centrum miasta – choć o zupełnie innym charakterze.

Otwarte przestrzenie pomiędzy lokalnie występującymi osiedlami, częściowo również zniszczonymi w wojennym rumorze, stworzyły doskonałe warunki do realizacji tych celów, które przyświecać miały modernistycznej zmianie myślenia okresu międzywojennego na zachodzie Europy. Przekroje ulic wzrastały, a budynki pięły się do góry. W różnych typologiach, mocno rozłożyście – na swój karkołomny sposób zaczęły realizować modernistyczny sen. Sen, z którego dawne Psie Pole zdaje się do dziś dnia nie zdążyło się wybudzić.

CHAOS POGANIA CHAOS

Ze względu na peryferyjny charakter północnej części miasta nie jest problemem ekstensywność zabudowań wewnątrz określonych zespołów mieszkaniowych. Wielkopłytowe szafy miały pełne prawo doskonale wpasować się w puste przestrzenie między osiedlami jednorodzinnych domów, tworząc w ten sposób racjonalną sypialnię – przypominając te, które niejednokrotnie dziś planuje się i realizuje na zachodzie i północy Europy. Tak, by poza gęstym centrum tworzyć przestrzenie już nieco rzadziej zabudowane, ale o wciąż wysokiej chłonności. Nie ma tu więc błędu urbanistycznego – jest jednak planistyczny. Z niezrozumiałych bowiem powodów punktowe rozlokowanie domów jednorodzinnych pociągnęło za sobą również dość chaotyczne i nieprzemyślane lokowanie osiedli wielkopłytowych po ogromnym obszarze obejmującym tysiące hektarów. W efekcie tych decyzji, dawne Psie Pole wygląda jak płuca młodego palacza – oczernione zabudowaniami miejscami, chaotycznie. Paradoksalnie jednak, w przeciwieństwie do oczernionych płuc, nie zagęszczające się z czasem. Bez planistycznej strategii i myślenia o konsekwencjach tej miejskiej choroby.

Skutki tych działań odczuwalne już w czasach PRL-u prawdopodobnie nie obchodziły ówczesnej władzy. Problemy komunikacyjne i funkcjonalne mieszkańców osiedli prawdopodobnie były lekceważone z tytułu wyższego wspólnego dobra – konieczności budowania dużo i szybko, często kilku osiedli na raz. Jednak zmiana systemu przyniosła też zmianę wartości i możliwości. Wówczas na północy pojawiły się równie chaotycznie lokowane zespoły obiektów fabrycznych i biurowych oraz tanie osiedla deweloperskie – wywołując przy tym efekt niekontrolowanego rozlewania się miasta. Bo skoro to, co powinno być w miarę gęste i zajmować najbliższe kilka kilometrów wzdłuż brzegu rzeki, rozlewa się na tysiące hektarów – to ci, którzy chcą mieszkać na osiedlu jednorodzinnych domów w „spokoju” i otoczeniu niskiej zabudowy, uciekają jeszcze dalej. Wciąż poszukując mitycznej ciszy i życia w zieleni na potencjalnym odludziu w ułudzie polish dream.

MOGŁO BYĆ GORZEJ

Analizując aktualną sytuację obszaru dostrzec można jednak wiele pozytywów, które jeśli pojawi się ku temu wola, owocować mogą zmianami idącymi w bardzo dobrym kierunku. Przede wszystkim – z przeprowadzonych analiz i uzyskanych z nich danych wynika, że część osiedli, również wielkopłytowych, cieszy się wysokim zadowoleniem z powodu lokalizacji zespołow i obsługi, zwłaszcza komunikacyjnej. Dotyczy to co prawda w głównej mierze osiedli takich jak Różanka i Karłowice, ulokowanych blisko mostów Osobowickiego i Trzebnickiego, które szybko wpuszczają mieszkańców do ścisłego centrum miasta – jednak wciąż jest to dobry prognostyk do działań, jakie na tych obszarach można podejmować.

W okolicy tych najmocniej zasiedlonych części północy Wrocławia wciąż wiele jest miejsca dla kolejnej zabudowy, zarówno wolnostojącej, jak i dużych układów gniazdowych. To dogęszczenie zaowocować powinno zainteresowaniem inwestycyjnym innego typu, niż wyłącznie fabryki i hale biurowe – bo przecież i tu pojawić się mogą usługi społeczne realizowane przez prywatnych przedsiębiorców. Gdyby strategicznie myśleć o dogęszczeniu najbliższych kilometrów północnego brzegu rzeki, również wyliczenia komunikacyjne pozwoliłyby z większą odwagą decydować w magistracie o doprowadzeniu tam odpowiedniej ilości środków transportu zbiorowego – w przyszłości nawet mitycznego tramwaju na Psie Pole, mimo że to znajduje się już nieco dalej i bardziej na wschód, niż wskazywane w ostatnich zdaniach osiedla.

PRZESTRZEŃ KOMPROMISU

Północ miasta może być miejscem wyjątkowym – nawet takim, które stanie się spełnieniem marzeń modernistów w ramach nowourbanistycznych standardów usługowo-komunikacyjnych. Miejscem, w którym wolnostojąca zabudowa, otoczona zielenią wśród szerokich dróg, zderzy się z gęstymi usługami ulokowanymi w parterach nowych obiektów. Pomiędzy nimi zaplanować będzie można place z obiektami usługowymi, które pozwolą mieszkańcom żyć na swoich osiedlach, nie tylko na nich spać. Miejscem jednak wciąż o tyleż peryferyjnym, że o wysokim udziale zieleni, znacznie większym niż w przypadku śródmiejskiej zabudowy brzegowej.

Najważniejsze jest jednak, by w miejscu tym, które od niemal stu lat traktowane jest w sposób chaotyczny i nieuporządkowany, skupić się na społecznych potrzebach osób tam mieszkających. Które codziennie mierzą się z problemami komunikacyjnymi i usługowymi. Które czekają na pojedyncze autobusy (przyjeżdżające niejednokrotnie w odstępach dwugodzinnych), żeby móc dojechać do centrum i załatwić podstawowe sprawy. Które przez drastycznie obniżoną gęstość mieszkaniową na obszarach, które zasiedlają, nie mogą liczyć na potraktowanie ich problemów priorytetowo, jak rewitalizowane śródmiejskie osiedla – gdzie na mniejszej powierzchni ludzi jest kilkakrotnie więcej.

Północ miasta ma jeszcze szansę być przestrzenią dobrą do życia, która opowiadać będzie historię miasta i zmian, które w nim zachodziły na przestrzeni dziesięcioleci. Miejscem, które wpłynie na rozwiązanie palącego problemu rozlewania się miasta – bo już dziś ma wystarczająco szerokie ulice, by obsłużyć ogromne ilości dojeżdżających. Dość szerokie, by wydzielać z nich tory tramwajowe i buspasy. I nie trzeba do tego programu rewitalizacji, tylko racjonalnego planowania – uchwał, które będą wskazywać nie co można, a co trzeba zrobić w danym miejscu i w jaki sposób. Tak by miasto nie tworzyło się samo – bo nigdzie nie możemy zaobserwować konsekwencji tego zaniechania tak dobrze, jak właśnie tu.

Projekt „Przestrzeń Wrocławia” realizowany jest w ramach programu Fundacji Batorego „Obywatele dla Demokracji” ze środków państw EOG.

***
Fot. Zrzut mapy 3D google

Licencja Creative Commons Tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Bez utworów zależnych 4.0 Międzynarodowe.