Czy Park Grabiszyński jest dewastowany?

Ostatnia wycinka ponad 300 drzew w Parku Grabiszyńskim poruszyła mieszkańców. Wkrótce okazało się, że rośliny były martwe lub zamierające z powodu suszy i obniżonego poziomu wód gruntowych. Niestety, to może być tylko wierzchołek góry lodowej. Maria Dziedziniewicz, mieszkanka Grabiszynka, pisze o postępującej dewastacji parku.
Przyczyny degradacji:
1. Wpuszczenie ciężkiego sprzętu na teren parku: potężne traktory, spychacze, koparki, ciężarówki i kosiarki

Skutki:
– ubicie ziemi w parku na „beton” nie przepuszczający wody opadowej – deszcze małe czy duże spływają powierzchnią tworząc rozlewiska w okolicach piaskownic i drewnianego mostka, stojące i gnijące, a całe połacie parku usychają,
– odsłonięte bryły korzeniowe drzew słabiej je utrzymują nawet przy niezbyt dużych wichurach,
– wycięte krzewy w celu przejazdu tych maszyn i ułatwienia ich poruszania się dodatkowo osłabiają i glebę, i ochronę dolnych partii drzew,
– zbieranie liści wielkimi kosiarkami i spychaczami zdziera całą powierzchnię gleby – nawet trawa z trudem odrasta, a całe połacie pozostają łyse lub tylko omszałe,
– teren parku w stosunku do chodnika przy ulicy Hallera jest znacznie obniżony, a w wielu miejscach odsłonięto nawet gruz zasypany tam po wojnie,
– rozjechane tereny zielone i alejki – teraz są dwukrotnie szersze niż 4 – 5 lat temu.

2. Wycięcie średniego drzewostanu – z parku zniknęły czeremchy, kaliny, a nawet część migdałowców

Skutki:
– brak osłony przed wiatrem dla wysokiego drzewostanu,
– brak siedlisk drobnego i średniego ptactwa – w parku nie ma już prawie ptaków,
– brak masy zieleni, która utrzymywała wilgotność powietrza, brak kolejnej masy zieleni oczyszczającej powietrze.

3. Notoryczne wycinanie krzewów – wpuszczenie pił i cięcie krzaków płasko i nisko – ¾ roku mamy sterczące skupiska zagęszczonych badyli, suchych, bezlistnych osadzonych w zbitej glebie

Skutki:
– brak ptactwa, brak owadów, krzewy usychają z zagęszczenia ziemi i braku listowia, niezbędnego do produkcji cukrów w procesie fotosyntezy,
– brak ochrony przed kurzem i brak kolejnej masy zieleni oczyszczającej powietrze.

4. Niszczenie drzewostanu wysokiego przez masową wycinkę

Większość modrzewi i brzóz uschła w przeciągu ostatnich dwóch lat pod ścisłym nadzorem firm zajmujących się dbaniem o park. Usuwa się nie tylko suche drzewa, padają pod piłą drzewa zdrowe, „bo miały kilka kul jemioły” – to wypowiedź pani i pana znakujących drzewa do wycinki. Wycina się stuletnie drzewa, bo traktor nie może wykręcić albo spychacz się cofnąć, itp.

5. Zagłada drzewostanu średniego, krzewów i leszczyny, dewastacja jagodzisk, paproci i bluszczu oraz (sic!) polan czosnku niedźwiedziego, który jest pod ścisłą ochroną, kosiarkami, dmuchawami i oponami ciężkiego sprzętu.

Gdzie się podziały tony wyciętego drewna, tony przerobionego na wióry drewna z gałęzi, tony traw i liści wywiezione z parku? Nigdy nie wróciły do np. w postaci skompostowanej, aby zasilić pozostałą jeszcze roślinność; zasiliły konta innych, park stał się biznesem dla firm mających o niego dbać i jest przez nie wyłącznie drastycznie eksploatowany.

Parkowe alejki - stan obecny, fot. Kat. Bańcerowska
Parkowe alejki – stan obecny, fot. Katarzyna Bańcerowska
Co powinno być zrobione?
1. Wprowadzenie zakazu obsługi parku przez ciężki sprzęt – do 2006 czy nawet 2007 roku w parku taki nie pracował

Park miał wyśmienitą kondycję, drzewa wysychały sporadycznie, krzewy były prześwietlane przycinką nożycami, kwitły obficie, a masa zieleni stanowiła wydajną oczyszczalnię powietrza; łany krokusów i żonkili cieszyły każdej wiosny.

2. Wprowadzenie zakazu wycinania krzewów i drobnych drzew

Kto wymyślił formowanie ich w kule czy sześciany? Kuriozalne jest cięcie piłą wzdłuż starej części Hallera przez pracownika stojącego na platformie „żuka” jadącego chodnikiem i trawnikami.

Niegdyś każdej wiosny okopywano krzewy, spulchniając ziemię, teraz nie ma już tych zabiegów. Trawę koszono małymi kosiarkami prowadzonymi przez człowieka – ziemia nie była tak zbita. W parku nawet w upalne dni było chłodniej i utrzymywała się wilgotność powietrza.

3. Systematyczne i racjonalne nasadzenia – nie akcyjne i masowe

W latach 2015–2016 akcja masowego sadzenia nie przyniosła oczekiwanych rezultatów: drzewa nie przetrwały nawet roku, posadzono je zbyt późno, w lecie, a więc w okresie suchym, do tego nigdy ich nie podlano! 99% nasadzeń przepadło.

Po interwencjach mieszkańców zostaliśmy zapewnieni, że w ramach gwarancji firmy wymienią każde uschnięte drzewko na nowe i wszystko zostanie uzupełnione – właśnie mijają trzy lata, ale nasadzeń nie widać, a setki tysięcy złotych zmarnowano – tylko firmy zarobiły.
Zapewne pojawią się nowe plany nasadzeń, ale znowu zapłacimy za nie, a te same firmy będą miały okazję do ponownego zarobku. Kto dopilnuje, żeby nasadzenia zostały przeprowadzone z głową?

4. Wprowadzenie zakazu cięcia bluszczu, jagodzisk, paproci i innych często chronionych roślin

Kto pamięta pola fiołków, bodziszka, podbiału czy cebulicy syberyjskiej? W tej części parku kosiarki czynią tylko szkody, są zbędne.

5. Odbudowanie gleby – spulchnienie, zwiększenie przepuszczalności, dotlenienie

Warto oddać temu parkowi chociaż część z tych kompostowanych hałd – to przecież z niego został wywieziony materiał organiczny.

6. Przywrócenie naturalności alejkom

Teraz są to dwupasmowe arterie dla firm obsługujących park – kilka lat temu były wielokrotnie węższe! O alejkach prowadzących do ul. Ojca Beyzyma aż strach wspomnieć, bo jest to aleja suchych patyków zbitych w kłębowiska ścięte piłą na płasko bez względu na rodzaj i gatunek roślinności.

Alejki należy wysypać żwirem, nie betonowym piaskiem – żwir przepuszcza wodę i ona zostaje w glebie.

To był piękny park – nie 100, lecz zaledwie 5 – 7 lat temu. Zniszczyły go firmy zatrudnione przez miasto i to się nadal dzieje – park niszczeje w zastraszającym tempie pod nadzorem miasta. Nikt nie kontroluje firm i nie rozlicza ich z powierzonej pracy – zgadzają się papiery i zarobki tych urzędników i firm, podczas gdy park znika.

16.01.2018

Maria Dziedziniewicz, fot. Olga Jasnowska
Maria Dziedziniewicz, fot. Olga Jasnowska

Maria Dziedziniewicz – wrocławianka, długoletnia mieszkanka Grabiszynka, właścicielka dwóch działających we Wrocławiu galerii sztuki współczesnej: Galerii M i Galerii M Odwach.

 

 

 

 


Zdjęcie wyróżniające: wycinka w Parku Grabiszyńskim, fot. Katarzyna Bańcerowska, Rada Osiedla Grabiszyn-Grabiszynek