RE:Forma – rekonstrukcja, retrowersja, reaktywacja?

Jak rozmawiać o przyszłych losach dawnego pałacu Hatzfeldów, obecnie galerii BWA Awangarda?

Mikołaj Smoleński

Pasmo Wątpliwości

Dla budynku dawnego pałacu Hatzfeldów, mieszczącego BWA Awangarda, budowa nowego biurowca przy ul. Św Katarzyny diametralnie zmieni kontekst przestrzenny. Praktycznie pusta działka, na której stały dwa niewielkie biurowce, z czego jeden wyraźnie cofnięty względem ulicy, zabudowana zostanie dużą kubaturą wypełniająca dosyć intensywnie wolumen zabudowy określony przez MPZP.

Na sytuację tę nakładają się ponadto dwie inne kwestie. Pierwsza z nich to problemy związane ze stanem technicznym obiektu: pękające kolumny w hallu oraz niesprawne instalacje. Druga zaś, to potrzeby wynikające ze współczesnych standardów ekspozycyjnych i funkcjonalnych, jakich oczekuje się od podobnych placówek.

M.in. te trzy kwestie stanowiły przyczynek do zorganizowania w kwietniu i czerwcu tego roku debaty dotyczącej scenariuszy dla dalszych losów obiektu pod tytułem Re-Forma. Jej organizacji podjęli się gospodarze BWA Awangardy oraz zaproszona do współpracy fundacja promocji sztuki Transformator w osobach historyków sztuki Agaty Gabiś i Michała Dudy.

02_1

Historia obiektu jest dość dobrze udokumentowana, warto jednakże na wstępie przywołać podstawowe fakty z nią związane, w tym kilka takich, które nie są powszechnie znane. Pałac Hatzfeldów powstał w miejscu dawnej siedziby Piastów brzeskich i oleśnickich, a następnie barokowego pałacu który uległ zniszczeniom podczas wojny siedmioletniej. Na scalonych działkach zaprojektowano nowe założenie, którego autorem był, wg badań historyka dra hab. Jerzego Kosa, francuski architekt Isidore Cannevale. Nadzoru przy realizacji podjął się następnie znany architekt Carl Gotthard Langhans – autor m.in. Berlińskiej Bramy Brandenburskiej, uznawany przez lata za autora projektu. Gotowy pałac stanowił jeden z najznamienitszych przykładów wczesnego klasycyzmu i neorenesansu na skalę europejską. Po sprzedaży obiektu przez Hatzfeldów miastu na początku XIX. w. i kilkukrotnej zmianie lokatorów, ulokowała się tam ostatecznie Rejencja Wrocławska, powiększona później o nowy gmach od strony pl. Nowy Targ.

Podczas działań wojennych budynek został mocno uszkodzony, co nie przekreślało jednakże możliwości jego odbudowy. W latach powojennych, stanowiąc emanację pruskiej historii miasta, z domniemanych względów politycznych nie był remontowany i stopniowo popadał w coraz większą ruinę. Ze względów bezpieczeństwa niestabilne elementy były stopniowo rozbierane, a cegła rozbiórkowa wywożona.

W tym okresie architekt i miejski konserwator zabytków prof. Edmund Małachowicz podejmował się nieustannie, lecz bezowocnie prób przekonania władz do odbudowy obiektu, tworząc przy tym kilka wersji rekonstrukcji pałacu z dostosowaniem układu wnętrz do potrzeb potencjalnych użytkowników. Ostatecznie w 1966 r. podjęto decyzję o adaptacji ruin obiektu z przeznaczeniem na funkcję galerii. Finalna wersja projektu obiektu zrealizowana wg zasad Karty Weneckiej wyraźnie odznaczała już nowe elementy, zachowując pozostałe z intencją przyszłej odbudowy. Według dra Macieja Małachowicza – syna autora – projekt ten był niechcianym przez ojca kompromisem, którego po ostatnich przeróbkach sprzed dekady ostatecznie się wyparł. W roku 2007 rozważano na poziomie decyzji administracyjnych możliwość odbudowy pałacu z przeznaczeniem na rozbudowę UM, jednakże decyzja ze względów finansowych nie zapadła. Dzisiejszy stan rzeczy przywraca jednak zasadność rozważań „co dalej?”.

Konserwatywne scenariusze odbudowy: rekonstrukcja, retrowersja

Rekonstrukcja pałacu jest dla wielu zainteresowanych działaniem najbardziej intuicyjnym. Zachowane są części pałacu, w tym portyk i hall główny – dające wg zasłyszanej opinii „przeczucie dawnej świetności obiektu”. Zachowana jest dokumentacja, w tym doskonała przedwojenna dokumentacja fotograficzna. Wielu adwokatów odbudowy powołuje się również na moralną powinność względem zaniedbań i zaniechań dotyczących gmachów o pruskiej proweniencji, szczególnie mających dużą wartość architektoniczną. W końcu też można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że odbudowa gmachu historycznego byłaby przyjęta z przychylnością przez mieszkańców i osoby niezaangażowne (ankieta z 2007 r. wykazała 80% poparcia dla odbudowy). W scenariuszu tym czai się jednak kilka watpliwości.

Pierwszą, podstawową, jest zasadność samej odbudowy. Karta Wenecka jednoznacznie odżegnuje się od rekonstrukcji zniszczonych obiektów. Oczywiście zasada ta jest nagminnie łamana i rekonstrukcje są prowadzone nieustannie, pomimo świadomości fałszowania historii. Decyzje o odbudowie motywowane jednakże są w przeważającej mierze dużym emocjonalnym znaczeniem dla społeczności.

To kryterium – emocjonalnego znaczenia dla społeczności – będzie trzeba przy podejmowaniu decyzji o kształcie od/rozbudowy pałacu bardzo wnikliwie przeanalizować. Jak np. porównać odbudowę pałacu do kompleksowej, leczącej przestrzenną ‚traumę’, odbudowy zrujnowanych przez działania wojenne historycznych centrów i zespołów urbanistycznych dla nowoprzybyłych, „bezdomnych” mieszkańców? (współczesna odbudowa Drezna, wbrew metryce, właśnie do takich działań należy). Jak ją porównać do odbudowy obiektów o wybitnej dla społeczności symbolice? We Wrocławiu nastąpiła wymiana ludności i w powszechnej świadomości, i powszechnym imaginarium pałac Hatzfeldów nie jest tym samym co Zamek Królewski w Warszawie, czy choćby hołubiony przez varsavianistów pałac Saski. Odwołując się nawet do niedawnych rekonstrukcji wrocławskich: odbudowy budynku przedszkola na Wuwie i kamienicy przy Kanonii na Ostrowie Tumskim, też ujawniają się różnice. Działania te były działaniami natychmiastowymi, odtworzeniem obiektów stojących w spójnych zespołach architektonicznych, w miejscach oswojonych od dekad przez nowych mieszkańców i uczęszczanych licznie przez turystów, a do tego zniszczonych w sposób pozbawiony jakichkolwiek moralnych racji (zaniechanie podżyrowane antyniemiecką traumą jawi się przy tym dużo bardziej niejednoznacznie).

Na koniec tego wątku postawiłbym jeszcze jedno pytanie. Czy ruina i brak pałacu nie dają się również postrzegać jako świadectwo? W tym wypadku byłoby to świadectwo procesu dziejowego, traumy po nazizmie i antypruskiej polityki, która na marginesie jest na tyle wciąż żywa, aby rodzić kontrowersje związane z upamiętnianiem nadburmistrza Georga Bendera, czy niemieckich architektów na Nowych Żernikach. Tak rozumiana świadomość historyczności stoi przecież za tym, że nikt dziś nie nawołuje do odbudowy Forum Romanum. Status tej ruiny jest wymowny. Kwestię tę zostawiam jednak otwartą i adresuję głównie historykom architektury.

Druga wątpliwość wiąże się z projektową i technologiczną naturą rekonstrukcji obiektu.

Pierwsze pytanie to czy na pękających kolumnach da się nadbudować wyższe kondygnacje bez ich wymiany? Jakie tu należałoby zastosować technologie? Czy realnie ważąc wszystkie racje, stać nas na najbardziej zaawansowane technologie, czy raczej założyć trzeba wymianę tych elementów? Jeżeli będziemy odbudowywać fasadę, to z czego wypada ją odbudować: tylko i wyłącznie z cegły czy można również z żelbetu?

Następną kwestią są wnętrza. O naturze obiektu nie decyduje jedynie fasada, ale jego pełna struktura. Zignorowanie tej prawdy najbardziej wulgarnie objawiło się w tzw. rekonstrukcji pałacu Jabłonowskich w Warszawie, gdzie fasada nawet nie ukrywa że jest tylko kurtyną dla pragmatycznie i poręcznie ukształtowanego biurowca.

03_1Bogate wnętrze pałacu Hatzfeldów byłoby jednak dziś na tyle problematyczne w adaptacji na funkcje współczesne, że prawdopodobny jest scenariusz, w którym rekonstrukcja wiązałaby się z pieczołowitym odtworzeniem fasady i dużo już swobodniejszym ukształtowaniem wnętrza. Przewidywał to zresztą już prof. Edmund Małachowicz i mówi dziś wprost o tym dr hab. Jerzy Kos. Tu jawi się więc ryzyko, że energia i czujność rekonstruktorów skupi się przede wszystkim na zewnętrzności, tworząc sentymentalny sztafaż dawnej świetności, a nie kompletne jej odtworzenie. Możliwe więc jest, że przy dodatkowym uproszczeniu detalu rekonstrukcja ustąpi miejsca działaniu namiastkowemu – czyli retrowersji.

Doświadczenie Wrocławia, który doczekał się bardzo wielu złych retrowersyjnych realizacji, takich jak np. zabudowa przy ulicy Więziennej lub co najmniej kontrowersyjnych realizacji retrowersyjnych, jak np. dawny Alumnat na Ostrowie Tumskim, każe być świadomym tego potencjalnego ‚dryfu’ stylistycznego.

Trzeci scenariusz – współczesny palimpsest

Nasza propozycja warsztatowa jest trzecim głosem, takim który nie pojawiał się jeszcze w debacie o przyszłości Pałacu Hatzfeldów. Tu chcemy zaznaczyć, że jakkolwiek z brzemieniem bardzo wielu wątpliwości i znaków zapytania uznajemy możliwość wiernej i pieczołowitej rekonstrukcji obiektu, sygnalizujemy jednak wyraźnie nasze krytyczne stanowisko wobec wersji retrowersyjnej – wydrążonej skorupy o taksydermicznym wdzięku przyszpilonego motyla. Dla takiego podejścia ukuliśmy sarkastyczne określenie: Eberhard MockUP. To dla nas sentymentalna makieta Breslau w skali 1:1.

W naszym osobistym odbiorze miejsce to funkcjonuje od zawsze w niedookreśleniu, jako galeria ze współczesnymi witrynami i historycznym portykiem. Niedookreśloność to jego natura i cecha charakterystyczna. Obiekt postawiony na fundamentach piastowskich, rozbudowany w czasach pruskich, zburzony podczas pożogi wojennej i powojennej niepewności oraz przebudowany przez PRL ma jak niewiele budynków w mieście naturę palimpsestu. Tę naturę postanowiliśmy zachować, minimalnie ingerując w istniejący obiekt i przewieszając nowe części obiektu nad obiektem istniejącym.

04_1

Nie skupiając się na aspektach stylistycznych, postanowiliśmy jednak uzupełnić amputowane kikuty dawnej struktury. Wydłużone zostały obcięte skrzydła pałacu, obecne „półpatio” stało się pełnym patiem, uzupełniliśmy ślepe biegi schodów (z których jeden wychodzi obecnie na toalety), otworzyliśmy okulusa w hallu łącząc go z drugim hallem u góry. Od strony ul. Wita Stwosza nad budynkiem nadwieszona została podwójna kondygnacja – odpowiednik dawnego piano nobile. Działania te w dużej mierze uzasadnione są też kwestiami funkcjonalnymi.

04

Powiększając kubaturę odnieśliśmy się do przewidywanych gabarytów budowanego biurowca (choć na etapie projektowania były one jeszcze na tyle tajne, że opieraliśmy się na migawkach i relacjach z drugiej ręki) oraz gabarytu dawnego PKO, którego nie chcieliśmy przytłaczać. Urbanistycznie postanowiliśmy też zachować ciągłość arkad i wykorzystać leitmotiv pionowego rytmu fasad na północnej pierzei ul. Wita Stwosza. Rytm konstrukcyjnych podpór otwierających wnętrze obiektu na przestrzeń ulicy ma przy tym rytm podobny do podziału fasady dawnego Pałacu.

05

14

 15 lores_660px

Funkcjonalność obiektu – kształtowanie scenariusza wydarzeń, model konsumpcji kultury

Pytaniem, które nas nurtowało, była kwestia funkcjonowania galerii. W chwili obecnej galerie miejskie funkcjonują z dużym przybliżeniem tak, jak funkcjonowały wrocławskie kina w latach 90. Wypierające je multipleksy były oczywiście karykaturalną alternatywą, ale powstałe w ich następstwie hybrydy takie jak kino Nowe Horyzonty czy DCF stanowią względem obu propozycji dużo atrakcyjniejszy (w powszechnym odbiorze) model.

Dla nas głównym punktem odniesienia jest kino Nowe Horyzonty. Jest to miejsce, w którym ludzie autentycznie czują się dobrze i chętnie korzystają z wszelkiego rodzaju oferty przestrzennej i programowej. Prócz mniej lub bardziej ambitnego repertuaru, proponowane są tam różnego rodzaju eventy, wystawy i debaty. Jest to miejsce, gdzie można przyjść posiedzieć, spokać się ze znajomymi, zabrać dzieci, zjeść coś lub kupic książkę. To właśnie tworzy tam głęboką podskórną tożsamość miejsca, wbrew temu, że kino to mieści się w jednym z brzydszych budynków w centrum. Naszą sugestią projektową było więc przywrócenie funkcjonalności obiektu BWA i wprowadzenie doń ludzi, wykorzystując jego najlepsze walory przestrzenne – zarówno historyczne, jak i współcześniejsze (np. witryny). Chcielibyśmy, aby do tego miejsca wróciło życie miejskie w takim wymiarze, w jakim wygląda ono w kinie NH.

10

Co do funkcji wiodącej, czyli galerii, to oczywiście, jak wielu zauważa, pojawiło się ostatnio kilka obiektów konkurencyjnych, m.in. Muzeum Współczesne Wrocław czy Pawilon Czterech Kopuł. Jest jednak między nimi a Awangardą zasadnicza różnica. Funkcją muzeów jest przede wszystkim budowa kolekcji, zaś funkcją galerii sztuki współczesnej jest prezentacja sztuki i związana z nią debata (którą nawiasem mówiąc MWW ukradło chyłkiem BWA). Istotną kwestią jest też to, że planowane docelowo MWW nie powstanie.

Funkcjonująca na parterze funkcja ekspozycyjna w BWA Awangarda nie działa teraz najlepiej. Nie istnieje tzw. ścieżka ekspozycji, witryny intrygują, ale są niedostępne oraz problematyczne, jeśli chodzi o ekspozycje i nasłonecznienie. Brakuje funkcji towarzyszących wszelkiego rodzaju miejscom, w których czujemy się komfortowo na tyle, aby weń spędzić więcej czasu niż trzeba na pobieżne przejście ekspozycji. W dobie galerii handlowych jest pragmatyzmem, nie zaś luksusem, uzupełnienie programu przestrzennego o miejsca dla dzieci, dostępne strefy nieformalne z siedziskami i wifi, przyzwoitej jakości gastronomię, funkcje komercyjne, dostępne (sic!) sanitariaty oraz program uzupełniający: sale wielofunkcyjne i warsztatowe pozwalające zorganizowac pokazy, debaty, spotkania czy zajęcia. Możliwość realizacji kilku ekspozycji jednocześnie, uzupełniona o np. projekcje dla dzieci (jakie proponuje dziś np. WRO Center) daje dużo większe prawdopodobieństwo przyciągnięcia odbiorcy.

08

Na zasadzie konsolidacji zaproponowaliśmy więc przeprowadzkę na parter obiektu funkcjonującej obecnie na ul. Świdnickiej galerii BWA Design. Jesteśmy przekonani, że design jako dziedzina dużo bliższa popkulturze i dużo łatwiej łącząca się z funkcjami towarzyszącymi mógłby w tym ujęciu dość dobrze zafunkcjonować. Witryny po ich otworzeniu i stworzeniu możliwości wejścia z ulicy mogłyby działać podobnie jak funkcjonują witryny w Nowych Horyzontach czy Barbarze. Funkcja wystawiennicza dotycząca sztuki współczesnej zostałaby przeniesiona na pierwsze piętro i do skrzydeł obiektu. Struktury przestrzeni ekspozycyjnej nie uszczegóławialiśmy, zapewniając jedynie na tym etapie rozważań głównie kwestie techniczne i obsługę. Być może w obiekcie mogłyby się znaleźć również BWA CiSZ oraz być realizowana część programu rezydencji? To pytania otwarte.

Przeniesienie innych jednostek do jednego obiektu miałoby też dodatkowy wymiar. Planowaliśmy wstępnie oprócz samej struktury obiektu zarysować również pewien zgrubny scenariusz finansowy, zważywszy na budżetowe zaciskanie pasa. Stąd pomysł na przenosiny innych Galerii, sprzedaż ich lokali w centrum oraz częściową komercjalizację obiektu. Działania te byłyby wentylem dotyczącym obsługi ewentualnego kredytu na realizację. Podczas samej debaty ze strony Urzędu Miasta padły jednak uwagi, że podobnej rangi przedsięwzięcie winno być realizowane i budżetowane jako zadanie stuprocentowo gminne, z czym absolutnie się zgadzamy.

11

06

Podsumowanie

Przedstawione przez nas stanowisko i nasza propozycja projektowa są tylko pojedynczym głosem, nie roszczącym sobie prawa do ostateczności, w dyskusji, której celem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie o przyszłość dawnego pałacu Hatzfeldów. Zarówno rekonstrukcje, jak i współczesne przebudowy mają swoje prominentne przykłady realizacji, o których warto pamiętać.

Pytaniem równie ważnym jest to, czy znajdzie się wola i możliwości na przebudowę instytucji BWA w nowej jakości i także szersze pytanie o współczesny model konsumpcji kultury w mieście takim jak nasze. ESK i jego ewaluacja przyniosły sporo wniosków na ten temat, do których można się już odwołać.

05_1

Rzetelna debata nad tymi dwiema kwestiami powinna być podstawą do przygotowania programu i wytycznych dla dwuetapowego realizacyjnego konkursu architektonicznego z poważnym jury i równie poważnymi nagrodami. W naszej ocenie jest to najlepsze narzędzie do wyłonienia optymalnego rozwiązania projektowego.

19

21

06_1

Re:Forma

autorzy: Mikołaj Smoleński, Anna Klimczak CH+/SOFFT

współpraca: Aleksander Chamielec